Przesilenie wiosenne - jak żyć?

Kilka słów z mojej wioski


No dobra, jest już luty, a ja milczę. Dawno jestem po przeprowadzce. Zadomowiona, oswojona. Bywa różnie i ze mną i z tym domem. Najgorzej ze mną, ale staram się trzymać w ryzach i nawet jeśli nie idę do przodu, staram się po prostu nie cofać. 

Tak naprawdę nie mogę wyjść ze zdziwienia, że ludzie potrafią być dobrzy, otwarci i chyba po prostu przyjaźnie nastawieni i przez kilka ostatnich tygodni było mi z tym dziwnie. Oczywiście ja pozostaje z boku i obserwuję to wszystko z bezpiecznej odległości. Nie zawsze tak się da. 

Czuję się tutaj trochę jak na wsi. Chociaż w sumie to bardziej są industrialne obrzeża miasta. Dojazd do centrum, do cywilizacji to wyprawa. Przydałby się samochód. Mam za to kominek, psa i 2 koty. Dobrze, że nie jestem sama. Oprócz mnie mieszka tutaj 7 osób. Czasem to męczące. Tylko, że nie wracam w pustkę. Gdy mam gorszy dzień, jest z kim pogadać, a zwierzaki dbają o czułości. Gorzej jeśli ktoś ma o wiele gorszy dzień niż ja ;). 

Od początku roku stałam się zwierzęciem stadnym. Na szczęście mogę się odizolować, kiedy tylko chcę. Nie mam telewizora i dobrego internetu. Żyję. Cieszę się, że w taki śnieżny i mroźny wieczór jak dziś, mogę się ogrzać przy kominku. Żywy ogień naprawdę dużo zmienia i nie zastąpi go żaden bio kominek ani świeczka. 

Świeczki oczywiście są, roślinki też. Poupychałam to wszystko na małym parapecie. Jeśli nawet czegoś mi brakuje, to zajmę się tym, gdy tylko będę mogła. Staram się nie zamartwiać. Ludzie patrzą pobłażliwie, kiedy mówię, że cieszę się z małych rzeczy. 

Chyba wreszcie się zatrzymałam, tak naprawdę. Czekam na kontynuację terapii i pierwszy raz w życiu zastanawiam się, co chciałabym robić. Oprócz hobby oczywiście. 

To naprawdę jest nowy początek. Czasem trochę boję się tych zmian, ale też wiem, że nauczyłam się dryfować w razie potrzeby. Właśnie to robię. 

Częściej można mnie teraz znaleźć na fejsbuku. Ale to nie znaczy, że nie piszę.  Ręka mnie boli od zapełniania zeszytu wszystkim tym, czego do tej pory nie potrafię wypowiedzieć. To też jest dla mnie ważne. Nie mam zamiaru się spinać. 

Świat się zmienia i ja też. Pandemia nauczyła nas nowych rzeczy, a wcześniej doznałam wielkiego wstrząsu. Trochę niekomfortowo się czuję, widząc przed sobą wielką białą kartę. Niekomfortowo? Boję się jak cholera... Ale boję się też tego, że idę jutro do dentysty... Ja już chyba po prostu czekam na to, co się wydarzy. A że ostatnio dzieje się całkiem dobrze, płynę z tym pozytywnym nurtem. 

Na chodniku przy moich drzwiach leży pies-znajdek i pochrapuje z ulgą, że udostępniłam mu kawałek swoje miejsca bez przeciągów i kręcących się ludzi. Naprawdę fajnie się tego słucha. Muszę się przyznać, że polubiłam też koty. Nigdy siebie o to nie podejrzewałam. Teraz śmiało mogę powiedzieć, że znajdą miejsce w moim przyszłym domu. 

Poza tym jak zawsze czekam na wiosnę. To nigdy się nie zmieni. To, co dzieje się za oknem trochę mnie przeraża. Tak naprawdę zaczynam żyć, gdy jest ciepło i zielono więc zimo precz!

Komentarze