Przesilenie wiosenne - jak żyć?

Dzisiaj bujam w obłokach - chillout

Ostatnio znowu niewiele tutaj piszę. To wcale nie znaczy, że siedzę z założonymi rękoma i nic nie robię. Ta niezręczna cisza jest zasługą terapii, która zgniata mnie jak marnego robaka. Wszystko w mojej głowie przestawia, porządkuje i nie ma, że boli. Często myślę, żeby to zakończyć, bo czasem nie daje rady, ale są efekty, więc idę dalej z coraz większą ciekawością. 


I po prostu nie spinam się. Miało być na luzie, więc jest :) .

Jestem iTechWoman!

Ostatnie miesiące to także udział w projekcie iTechWoman, prowadzonym przez fundację FabLab Gdańsk. W projekcie biorą udział same kobiety - naprawdę fajne babki z super pomysłami i zdolnościami. Naprawdę je podziwiam i cieszę się, że jeszcze przed moją załamką, na szpitalnym korytarzu kliknęłam w link rejestracji. To dużo zmieniło i mam nadzieję, że tak do końca nie będę musiała rozstawać się z tym wspaniałym miejscem. 

Podczas zajęć dowiedziałam się czym jest druk 3D, jak projektować najróżniejsze przedmioty w programie Fusion 360 i Inkscape. Przekonałam się także na czym polega grawerowanie laserem, obróbka drewna, podstawy stolarki. Jakby tego było mało, uczyłyśmy się tworzenia stron internetowych, programowania w języku Python, czy programowania elektroniki. Dużo rzeczy w krótkim czasie, który rozbudziły ciekawość i tak naprawdę sprawiły, że znowu poczułam się jak małe, zaopiekowane i szczęśliwe dziecko. To była doskonała zabawa i wstęp do dalszej pracy. Przede mną jeszcze podstawy szycia i może również, kolejny raz stolarki. 



Z kolei podczas szkoleń z umiejętności miękkich zdałam sobie sprawę z tego, co tak naprawdę chciałabym robić i że wcale nie jestem taka beznadziejna, jak mi się wydaje. Do tego tematu wrócę za kilka linijek, bo okazuje się, że chciałabym wiele i że wciąż błądzę, jak dziecko we mgle. 

Teraz w iTechWoman rozpoczynamy pracę nad indywidualnymi projektami. Mój powstanie z pniaka drzewa, ale więcej napiszę o tym później, pewnie już wiosną, bo nie chcę zapeszać, a bardzo się tym denerwuję. Jeśli to naprawdę się uda, będzie to najfajniejsza rzecz, jaką w życiu zrobiłam. 

Siedzę i ręcznie piszę o tym, co mi życie psuje


Ostatnie dni to również moja autoterapia w formie zeszytowego dziennika, pisanego odręcznie codziennie wieczorem. Totalna szczerość i całe bagno, które siedzi we mnie, wyrzucane w  przestrzeń. Jest we mnie wciąż zbyt wiele chaosu, a to pozwala uporządkować myśli i czasem wyciągnąć bardzo ciekawe wnioski. Szkoda tylko, że odzwyczaiłam się od ręcznego pisania takich ilości tekstów i moja ręka bardzo protestuje. 

Odręczne pisanie staje się zapomnianą formą robienia notatek. Teraz wszyscy korzystają z komputera i edytorów tekstu. Kiedy zaczęłam mieć kłopoty z pamięcią, cofnęłam się do lat wczesnoszkolnych, kiedy zdarzało mi się przepisywać podręczniki. Pisanie ręczne ma dobroczynny wpływ na mózg, zwłaszcza u dzieci i szkoda, że przestajemy z tego korzystać w latach dorosłości. 

Kartka papieru i długopis w ruchu aktywuje wiele zmysłów w mózgu. Pomaga to łatwiej przyswajać nową wiedzę, ale także wracać do wspomnień i ja ostatnio bardzo z tego korzystam. Podobno bardzo wspomaga również kreatywność. Nie wyobrażam sobie, że kiedyś przyjdzie taki dzień, kiedy całkiem odejdziemy od ręcznego pisania. Teraz oczywiście korzystam z klawiatury laptopa, ale spisywanie wspomnień, czy chociaż robienie listy zakupów na kartce papieru zostaje ze mną na dobre. 

Tak na marginesie wspomnę tylko, że mój projekt na zajęcia techniczne w FabLab także powstał na kartce papieru. Może kiedyś oprawie sobie ją w ramkę (+10 do kreatywności ;). 

O czym bujam w obłokach?


Wiecie już o tym, że chciałabym mieszkać na wsi. To marzenie w sumie się spełniło. Od miesiąca mieszkam na rogatkach miasta i jest tu tak trochę wiejsko, trochę industrialnie, na pewno klimatycznie. 

Poza tym ostatnio ciągnie mnie do branży IT - do projektowania stron www, testowania i tworzenia oprogramowania. 


Jak to wszystko połączyć z równoległą chęcią robienia naturalnych świeczek, mydeł, dziergania czapek i innych różnych dziwactw oraz gry na instrumentach? Bardzo interesuje mnie tworzenie przedmiotów użytkowych z drewna. Jest jeszcze marzenie o kamperze i wielkiej podróży z zaplanowanym powrotem do bazy - bezpiecznego miejsca... To są rzeczy, które non stop do mnie wracają, kiedy zamykam oczy, albo próbuję czytać i w końcu orientuję się, że myślami jestem zupełnie gdzie indziej. 

Czujecie ten chaos? Szczerze mówiąc, gdy o tym wszystkim myślę, czuję się jak przed startem w maratonie i to olimpijskim... Zupełnie nieprzygotowana. Wiem już czego nie chcę. Wiem z kolei, czego chcę, chociaż jest tego tak wiele. Chyba te pół roku terapii obudziło we mnie dzieciaka, którym chyba nigdy nie byłam. Po prostu mam ochotę się bawić, tworzyć... albo zakładać fundację...

I dużo tych wielokropków, bo przecież zaraz trzeba będzie podejmować bardzo dorosłe decyzje. Nadać mojemu dotąd nieudanemu życiu jakiś kierunek. Mam nadzieję, że jestem na to gotowa, albo że będę za kilka miesięcy. Na szczęście mam kilka spotkań z doradcą zawodowym, który lekko będzie mnie ściągać z tych obłoków i wciskać w ramy rzeczywistości, chociaż wcale nie twierdzę, że to się tak do końca uda. 

Przeziębienie i covid - owy strach

Poza tym od wczoraj gorączkuję i nie czuję się najlepiej, więc pojawia się covidowy strach, który staram się wypędzać, kiedy tylko zorientuje się, że on we mnie jest. Nie chcę znowu robić testów, przechodzić kwarantanny i myśleć o tym, czy już wszystkich pozarażałam. Jutro miałam jechać na Wyspę Sobieszewską, a pewnie zostanę z książką w łóżku. To na pewno tylko kolejne zapalenie zatok i nie ma się czym martwić, ale miałam dbać o siebie więc zostaję w domu i się kuruję. I skoro nie będę mogła łączyć się z naturą, zabieram się jutro za projekt. 

Komentarze