Przesilenie wiosenne - jak żyć?

Covidowe historie o strachu

Jesienią zawsze choruję. Czasem nawet do początku wiosny. Polski klimat mi nie służy. Nic nie poradzę na to, że normalnie funkcjonuje powyżej temperatury 15 stopni i najlepiej w słońcu. Jestem chora. Chyba od miesiąca walczę z zatokami i zapaleniem gardła. Unikałam lekarza, bo covid, pandemia, a to inni potrzebują bardziej, a może przejdzie i przecież wcale nie jest tak źle. 

Jednak kilka dni temu rozłożyłam się tak, że telefon do lekarza był nieunikniony. Najchętniej w ogóle nie wstawałabym z łóżka. Nie miałam już gorączki, węch i smak obecny, ale ból głowy i gardła okropny. Udało mi się zarejestrować do lekarza. Czekałam tylko 2 dni - miałam szczęście. Myślałam, że dostanę tylko antybiotyk i cześć! No i zaczęło się... Dostałam antybiotyk, listę innych leków i skierowanie na test. Zaraz potem wjechała kwarantanna. 


W domu strach. Ja przerażona, bo może to faktycznie korona i zdążyłam już zarazić kilka osób. Niezbyt przyjemne odczucia... Pojechałam zrobić test - też niezbyt przyjemny, ale do przeżycia. Wróciłam do domu, pomachałam policji z balkonu przy kontroli i zaczęło się nerwowe oczekiwanie. W domu napięcie rośnie. Najchętniej w ogóle nie wychodziłabym z pokoju i zapadła się pod ziemię. Na szczęście przez większość czasu spałam. 

To nie jest przyjemne, jak czyjeś życie jest Ci na siłę wkładane do rąk. Nikomu tego nie życzę. Jeśli kiedykolwiek znajdziesz się w takiej sytuacji, pamiętaj że nie jesteś Bogiem i to nie Ty decydujesz o życiu i śmierci. Zrób wszystko, jak najlepiej potrafisz, aby nikogo nie zarazić i nie dokładaj sobie więcej zmartwień. Nie masz wpływu na to, jak na podejrzenie covidu zareagują inne osoby. One też się boją, może nawet bardziej niż Ty. Połóż się spać, wypij kolejną herbatę i nie życz nikomu źle. 

Ze strachem spotkałam się też w innych miejscach już po zakończeniu kwarantanny i kiedy wiedziałam, że jestem zdrowa. Pojawiła się we mnie irytacja, na szczęście tylko chwilowa. 

Mam tendencję do tłumaczenia innych osób, niezależnie od tego, co robią i jak się zachowują. Ale w taki też sposób tłumaczę sobie różne rzeczy, żeby poczuć się lepiej. Zazwyczaj to działa. To, że muszę tłumaczyć bardzo długo i cierpliwie to już inna para kaloszy... 

Więc jakiś niesmak mi pozostał po tym strachu o bliskie mi osoby. Teraz, myśląc już na trzeźwo wiem, że to była ich reakcja, ich bardzo wielki strach i nie powinnam była przyjmować tego na siebie. 

Chory człowiek chciałaby żeby ktoś przyniósł mu coś ciepłego do zjedzenia, kubek gorącej herbaty do wypicia.  Chciałby po prostu trochę empatii. Czy to dużo? Ciężko o tym pamiętać, kiedy paraliżuje nas strach. Oczywiście, każdy ma prawo się bać, ale nie dajmy się zwariować - o to tylko chodzi. Jesteśmy w dużej mierze odizolowani, nie widzimy naszych twarzy na ulicach, nie chcemy się do siebie zbliżać ze strachu. Nie spędzamy razem czasu i w ogóle nasza rzeczywistość zrobiła się jakaś sztuczna. 

Mam nadzieję, że ta historia się już nie powtórzy, że nikt z moich domowników tego nie doświadczy. Kiedy za drugim razem przyszedł negatywny wynik testu, wystrzeliłam z domu jak strzała - tylko na krótki spacer, ale zrobiłam to, bo mogłam. Potem i tak jeszcze 3 dni leżałam w łóżku. 

Ostatnie pół roku ciężko pracuję nad sobą, nad moim strachem i ograniczeniami, ale i tak często wracam do starych schematów. Może dlatego tak jaskrawo widzę ostatnio u innych ludzi zachowania, które mnie drażnią? Uczę się też nie skupiać uwagi na negatywnych rzeczach, a cieszyć się z każdej możliwej drobnostki. Tak jest o wiele łatwiej i tego samego życzę Wam. 

Tak wiele zależy od nas samych. 

Komentarze