Ale jestem

Jestem, chociaż milczę. Bardzo długo chciałam po prostu nie być, zniknąć. 

Nie miałam odwagi tutaj pisać od końca lutego. Brakuje mi słów na wszystko, co dzieje się do dnia dzisiejszego. Jestem ciszą, obecnie bardzo wkurwioną ciszą - taką, jaka następuje kilka chwil przed burzą. Jestem bardzo blisko wybuchu. 

Najpierw załamanie nerwowe. Utrata bliskich mi osób, utrata domu. Wielka pustka po latach zajmowania się wszystkim, tylko nie sobą. Podejrzenie nowotworu, badania, wizyty, czekanie... Jeszcze większe załamanie nerwowe. Brak chęci do czegokolwiek, nawet do oddechu. Wszechobecny brak sensu. W takim stanie naprawdę jest wszystko jedno. 

Poddałam się, bo zbyt długo byłam silna. Zbyt mocno walczyłam. Chciałam żeby wszystko było idealne i sama zawsze marzyłam o perfekcjonizmie. Okazało się, że jak wszystko pierdykło, nie wiedziałam, co ze sobą zrobić ani kim tak naprawdę jestem. Trafiłam na leczenie na psychiatryczny oddział dzienny i powoli oczy zaczęły mi się otwierać ze zdumienia. Ciężko jest naprawiać siebie. Tyle razy mam ochotę rzucić to wszystko w cholerę i wrócić do starych nawyków. Wkurzam się, tracę nadzieję, a potem próbuję dalej. Podobno mam w sobie jakąś zdrową część, która nie pozwala mi się stoczyć na samo dno. Fajnie. Cała reszta jest po prostu chora... 

Nie wiem co jest gorsze. Leżenie cały dzień w łóżku i gapienie się w sufit, albo spanie, czy problemy z koncentracją, czy pamięcią? Popsułam się, jak zużyty mechanizm w zegarku z bazarku. Trzeba wywalić ten tandetne plastikowe części i zastąpić je czymś wartościowym. Teraz powoli wracam do siebie. Przynajmniej tak mi się wydaje. Nie jest kolorowo. Jest jak na bardzo rozbujanej huśtawce. Ale jest lepiej. Zaczynam czytać książki, chodzę na spacery, czasem piszę coś na fejsie. To, co teraz piszę, to najdłuższy tekst, jaki napisałam od lutego. Trochę idzie jak po grudzie, ale idzie. 

Czekam na styczeń i kolejną przeprowadzkę. Boję się. Coś mi jednak mówi, że robię dobrze. Dni mijają wolno, a ja czuję się raz lepiej, raz gorzej. Już nie walczę. W czterech literach mam to, co ludzie o mnie pomyślą. Pisanie sprawia mi przyjemność. Nie wiem czy będę w stanie pisać regularnie, ale chcę robić to, co sprawia, że czuję szybsze bicie serca. Nawet jeśli jest to stukanie w klawiaturę i pisanie tekstów, których prawie nikt nie czyta. Trochę jestem teraz jak dziecko, ale poruszam się we mgle. Kiedyś dokopię się do moich emocji i zrozumiem je. Teraz nie wiem, o czym piszę... 

Nie przerobiłam jeszcze żałoby ani straty. Jest tak wiele do zrobienia, że czasem to wszystko mnie przeraża. Ale dobrze jest dbać o siebie. Nawet jeśli oznacza to psychoterapię, która sama w sobie wydaje się bez sensu. 

Anna Maria Jopek popełniła kiedyś utwór Ale jestem i nim chciałabym się z Wami przywitać po kolejnej długiej przerwie. 


Ale jestem! 

Komentarze