11 ciekawostek, z którymi warto się zapoznać przed wyjazdem do Gruzji


Zawsze przed wyjazdem to obcego kraju chcemy być przygotowani. Szukamy informacji w Internecie, oglądamy filmy na YouTube. Czasem nawet czytamy o kulturze i historii danego miejsca, uczymy się podstawowych zwrotów i słówek. Przynajmniej ja tak robię. Chociaż nie lubię odwiedzać muzeów i kościołów, zawsze chcę wiedzieć gdzie jestem i dlaczego to miejsce tak wygląda, a ludzie zachowują się w ten, a nie inny sposób. Później następuję konfrontacja. Nie wszystko okazuje się być prawdą. Czasem jestem miło zaskoczona, a kiedy indziej jest zupełnie odwrotnie. Podobnie było przed wyjazdem do Gruzji. Przygotowywałam się, czytałam, oglądałam filmy, odwiedzałam blogi.  

Coraz więcej Polaków wybiera ten region świata ze względu na tanie połączenia linii lotniczych i dość niskie ceny na miejscu. Żałuję, że nie pojechałam tam kilka lat wcześniej, kiedy jeszcze nie było takiego boomu na ten kraj.
W Gruzji spotkamy przede wszystkim Rosjan, czasem Niemców i Szwedów.
Z resztą narodowości się nie zetknęłam, co nie znaczy, że ich tam nie było. Odwiedziłam Gruzję poza sezonem więc ludzi było naprawdę o wiele mniej niż zwykle.

Wydaje mi się, że do tej pory Gruzini jakoś dziwnie patrzą na 2 podróżujące razem kobiety bez towarzystwa męskiego. Obserwują i zadają dużo dziwnych pytań. Na szczęście na tym się ta ciekawość zawsze kończyła.

Poniżej chciałabym przestawić kilka ciekawostek o Gruzji - informacji, które przydadzą się podczas wycieczki.

1. Pogoda w mieście

Byłam w Gruzji w październiku. Pogoda jest bardzo podobna do polskiej. Jest już jesień, ale jest o kilka stopni cieplej. W dzień potrafi być gorąco, za to w nocy jest o wiele chłodniej. Jest na pewno więcej słońca i dni są dłuższe. W Tibilisi i Kutaisi ani razu nie padał deszcz. Podobno w Batumi pada o wiele częściej. 

2. Ceny i pieniądze

Gruzińską walutą jest Lari. 1 GEL trzeba liczyć jako 1,50 zł. Wybierając się w podróż, nie warto kupować Lari w Polsce. Zresztą są trudno dostępne. Lepiej przywieźć ze sobą euro i wymienić je na miejscu. Dobry kurs jest też dolary amerykańskie Nie ma problemu z kantorami. Są na każdym kroku, zaczynając od lotniska w Kutaisi, na małych uliczkach kończąc. Można też swobodnie wypłacać pieniądze z bankomatu i płacić kartą. Mało było takich miejsc, gdzie nie było terminala płatniczego. Chyba że mówimy o bazarach i malutkich sklepikach, ale w Polsce też tak jest ;). Ceny w sklepach są zbliżone do Polskich. Tańsze jest paliwo, papierosy, wino, bilety na transport publiczny. Na pewno spotkamy się z atrakcyjnymi cenami w restauracjach. Nie trzeba wydawać majątku żeby zjeść dobry obiad. 

W Gruzji jest taka zasada, że cenę czegokolwiek zawsze trzeba ustalać na samym początku. Na bazarach możemy się targować, ale na przykład w taksówce, to już nie przejdzie. 

3. Ludzie

Mówi się, że Gruzini uwielbiają Polaków. Żadnego uwielbienia nie zauważyłam. Na pewno kojarzą nasz naród. Wiedzą kim był Lech Kaczyński z powodu jego postawy podczas konfliktu gruzińsko-rosyjskiego. Znają również naszych piłkarzy, a nawet tych mniej znanych z mniejszych klubów. Prawda jest taka, że dużo Gruzinów pracowało kiedyś w Polsce. Teraz do naszego pięknego kraju posyłają dzieci do szkół. Kojarzą Gdańsk, Warszawę, Kraków. Czasem potrafią powiedzieć coś po polsku. 

Ludzie są na ogół sympatyczni, mili, pomocni, a z drugiej strony zauważyłam, że bardzo chcą zarobić na turystach. Zdarzaj się oszustwa. Na szczęście rzadko. Pierwszego dnia w Gruzji nasz gospodarz policzył nam zupełnie inną cenę za nocleg, niż ta, którą wcześniej ustaliliśmy. Na targowisku kilka osób także chciało wyciągnąć od nas trochę więcej kasy niż było trzeba. Jednak jak to zawsze bywa, spotkałyśmy dobrych i pomocnych ludzi. Chociażby taksówkarza, który podwiózł nas prawie do centrum Kutaisi, kiedy wiałyśmy z pierwszej stancji. Chłopaka z hotelu, który pomógł nam się dostać do hostelu. Nasz drugi gospodarz częstował nas gruzińskim winem i czaczą do upadłego i nic za to nie chciał. Był naprawdę przemiłym człowiekiem. W końcu nawet przedłużyłyśmy pobyt u niego o kilka dni, rezygnując z wizyty w Batumi. 

Ludzie spotykani na ulicy także byli serdeczni. Nikt nas nie zaczepiał no chyba, że usłyszał nasz język i wdawał się wtedy w krótką, miłą pogawędkę. 

4. Transport

Po Gruzji można poruszać się na różne sposoby. Można podróżować pociągiem, autokarami linii Georgian Bus i marszrutkami. My wybierałyśmy zawsze ten ostatni środek transportu - szybko, szaleńczo, ciasno i tanio. Jednak trzeba uważać - możemy trafić na prywatne marszrutki z nagabywaczami, których trudno się pozbyć. Oferują usługi 3 razy drożej niż normalnie i mogą gonić Cię przez całą ulicę, byle tylko byś wsiadł z nimi do busa. 

Po mieście (Tibilisi) najlepiej poruszać się metrem. To tani i szybki środek transportu. Potrzebujemy do tego wyrobić specjalną kartę, którą później trzeba doładować w kasie. Jeśli nas to przerośnie, koło kas zawsze stoi jakiś pan, który chętnie sprzeda nam taką kartę 2 razy drożej. 
Drugim, miastowym środkiem transportu są oczywiście autobusy, które jeżdżą dosyć często. Oprócz tego możemy skorzystać z taksówek. W Tibilisi bez problemu można złapać Bolta w atrakcyjnych cenach. 

Dodatkowo, zawsze możemy liczyć na transport, organizowany przez hostel, na przykład na lotnisko lub przypadkowo, przez jakąś osobę, która wyjechała na ulicę i próbuję coś zarobić. Z tej formy transportu akurat nie korzystałyśmy. Przeżycia z marszrutek zupełnie nam wystarczały. 

5. Język

Język gruziński jest jedyny w swoim rodzaju. Ciężko go zrozumieć, przeczytać cokolwiek na tablicy. Z jego nauką też pewnie łatwo nie jest. Nauczyłyśmy się przed wyjazdem kilku podstawowych zwrotów. W każdym kraju jest to mile widziane. 
Na ulicy w większym mieście damy radę porozmawiać po angielsku. Jednak większość starszych ludzi rozumie tylko język rosyjski i to jest podstawa. Sam angielski i tak zwane "na migi" nie wystarczy. Wiem, że wielu Gruzinów zaczyna uczyć się polskiego lub spotkała się z naszym językiem podczas pracy w naszym kraju. 


6. Jedzenie i alkohol

Jest jedyne w swoim rodzaju. Przepyszne i ciężkostrawne. Rano w piekarni warto kupić gruziński, podłużny chleb. Warzywa i owoce z targu smakują obłędnie. W marketach oczywiście takich nie kupimy. Chinkali i chaczapuri można kupić w specjalnych sklepach z garmażem, ale i tak najlepsze były te jedzone w restauracji.

 Będąc w Gruzji koniecznie trzeba spróbować lokalnych potraw:
  • gruzińskich pierogów - chinkali - podawanych z mięsem lub serem
  • kilka odmian chaczapuri
  • kebab z kolendrą - smak niepowtarzalny
  • churchele - baton z soku owocowego z orzechami, gruziński snickers
  • sałatka z pomidorów i ogórków z kolendrą
  • bardzo dobra kawa
Jeśli chodzi o alkohol, w Gruzji możemy kupić piwo, wódkę i różne inne alkohole, ale te najbardziej znane to gruzińskie wina i czacza. Wina domowe sprzedawane są zazwyczaj w dużych plastikowych butlach. Czacza, czyli gruziński bimber też. 
Wino jest naprawdę jedyne w swoim rodzaju. Nawet to we Włoszech nie smakowało mi tak bardzo, jak w Gruzji. Z kolei czacza jest bardzo mocna. Wybija chyba wszystkie zarazki i leczy niestrawność. To nie mój klimat, ale trzeba przyznać, że jakiegoś wielkiego kaca po tym nie ma, czyli jest dobrze. 

7. Nocleg w Gruzji

W podróży najczęściej śpię w hostelach. W Tibilisi i Kutaisi jest ich całkiem sporo, również tych polskich. Ceny są atrakcyjne, a warunki dobre jeśli nie mamy dużych wymagań. Nocleg można znaleźć bez problemu już wychodząc z lotniska. My miałyśmy już wcześniej zarezerwowany, ale jeśli ktoś po wyjściu z samolotu szuka miejsca do spania, martwić się nie musi. Wszystko wygląda mniej więcej tak, jak w Zakopanem. 

Przy pierwszej wizycie w Gruzji warto skorzystać z poleceń lub Booking.com. Później będzie już wiadomo gdzie wracać. 

W Tibilisi spałyśmy w jednym z hosteli Georgian Odyssey, a w Kutaisi w Hostel By Kote. Oba miejsca godne polecenia. Pewnie następnym razem też będziemy tam nocować. 

Nie ma problemu z bardziej ekskluzywnym noclegiem w hotelu, czy apartamencie. Ofert jest od zatrzęsienia. Można też wynająć mieszkanie lub pokój na AirBnb.

8. Lotnisko w Kutaisi

Trzeba przyznać, że jest to bardzo małe lotnisko. Wygląda na niedokończone i tak pozostawione, ale działa. Obsługa jest powolna i czasem lubi robić problemy. Na pewno trzeba pamiętać o tym żeby mieć wydrukowaną kartę pokładową w formie papierowej. 
Na lotnisku możemy wypić kawę, zjeść kanapkę, skorzystać z toalety. Jest możliwość wymiany waluty, wypłacenia pieniędzy z bankomatu, czy kupna karty SIM do telefonu. Przed odprawą można odpocząć na kanapach i podładować telefon. Znajdziemy tam również sklep wolnocłowy i palarnię. Jest wszystko, czego potrzeba. 

9. Psy, wszędzie psy

Niezależnie od tego, gdzie jesteśmy - w mieście, czy na prowincji - wszędzie są psy. Niestety zabiedzone, chore, często pogryzione. Na lotnisku witają przyjezdnych. Odprowadzają odlatujących... W mieście śpią w zakamarkach ulic lub walczą o śmietniki. Przykry widok. Nie mogłam tego znieść. Nigdzie nie widziałam tylu bezpańskich psów. Widziałam, że w uszach mają czipy i podobno są szczepione, a potem po prostu puszczają te chodzące nieszczęścia wolno. 
W Tibilisi i Kutaisi psiaki były spokojne i łasiły się do ludzi. Turyści je dokarmiają. Czytałam, że na wsiach trzeba na nie jednak uważać ponieważ bronią terytorium i są mniej oswojone. 

10. Motoryzacja i trąbienie

Ktoś, kto przyjeżdża pierwszy raz do Gruzji, przeciera oczy ze zdumienia, kiedy widzi, co jeździ po ulicach i w jaki sposób. Samochody czasem nie mają zderzaka, czasem szyby, a innym razem brakuje im maski... W Gruzji zniesiono przeglądy rejestracyjne. Samochody, które wyjeżdżają na ulice są w bardzo złym stanie. Do tego wszyscy jeżdżą w szaleńczy sposób, wyprzedzając się i trąbiąc na siebie. Pierwszeństwo ma ten, kto jedzie szybciej i sprawniej manewruje autem. Klakson z kolei służy do ostrzegania, że się zbliżamy i cholera wie, do czego jeszcze. Trąbienie jest wszechobecne i nieustanne. To dość irytujące i nie mogłam się do tego przyzwyczaić.
Wszystkie te drobiazgi trochę zniechęcają do wynajęcia samochodu, prawda? Jednak ludzie, z którymi rozmawiałyśmy mówili, że wcale nie jest tak źle, chociaż na początku też bardzo bali się jeździć po gruzińskich drogach. 

11. Opieka medyczna i ubezpieczenie

Opieka medyczna jest na jeszcze gorszym poziomie niż w Polsce. Za wizytę u lekarza trzeba zapłacić z własnej kieszeni. Leki w aptekach są bardzo drogie. Nawet jeśli mamy receptę, nie dostaniemy żadnej zniżki. W większych miastach nie ma problemu z dostępnością klinik i szpitali. Za to w mniejszych miejscowościach jest z tym poważny problem. Niestety w Gruzji nie obowiązuje również karta EKUZ, więc najlepszym rozwiązaniem będzie wykupienie dobrego ubezpieczenia, które pozwoli w nagłych przypadkach na dostęp do prywatnych lekarzy. Zakup turystycznej polisy ubezpieczeniowej to koszt od 50 do 150 zł. Warto rozważyć taki wydatek przed wyjazdem. Oprócz kosztów leczenia polisa powinna zawierać świadczenia z zakresu NNW, OC, Assistance, czy ubezpieczenie bagażu. 

Pozostaje tylko rozłożyć ręce i ufać, że wszystko będzie dobrze 

Wcześniejszy wpis o podróży do Gruzji jest tutaj:

Gruzja w moich myślach - migawki z podrózy

Na blogu PolakoGruzin również znajdziecie dużo przydatnych informacji o Gruzji. Przy okazji może zainteresować Was jakaś zorganizowana wycieczka. 

Komentarze

  1. Długa i interesująca relacja. W dodatku bardzo ciekawe zdjęcia. Gratulujemy i pozdrawiamy!

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz