Wolne obroty na wsi ciąg dalszy

Pierwszy tydzień urlopu dobiega końca. Jeszcze nigdy w życiu nie byłam tak wyciszona ale też po prostu brudna... Znów siedzę na Pilicą. Jest niedziela i zjechało się dużo ludzi na plażę, z namiotami i na spływy kajakowe.


Grillujemy, czytamy książki i łapiemy drzemki. A ja jeszcze chodzę boso po trawie jak w Pretty Woman bo podobno to bardzo zdrowe. Niedaleko nas wypasaja konie i krowy. Jest naprawdę leniwie i po prostu fajnie. Trochę brakuje mi miasta ale jutro wieczorem wyjeżdżamy i wiem, że szybko zmienię zdanie. Nie, nigdy bym tu nie zamieszkała bo po miesiącu zaczęła bym dziczeć. Tutaj bez samochodu jest ciężko i traci się kontakt ze światem.


Stare zdezelowane rowery sprawują się bardzo dobrze. Pokonałam nawet strach przed jeżdżeniem po ulicy. Jeździ tutaj naprawdę dużo tirów więc nie jest tak do końca bezpiecznie. Szkoda, że w Gdańsku nie mam na czym jeździć. Będzie mi tego brakować.



Z drugiej strony nie mogę się doczekać kiedy wybiorę się nad morze na Wyspę Sobieszewską albo nad jakieś jeziorko na Kaszubach - to są moje rejony.

Mam jeszcze tydzień urlopu a w planach przeczytanie 2 książek i dokończenie oglądania Pamiętników Wampirów. Po tylu latach mogłabym to w końcu zrobić. Nie są to może ambitne plany ale zawsze wychodzi tak, że nudzić się nie będę.


Jutro czeka nas pakowanie, ogarnianie i żegnanie sąsiadów a potem prawie całą całą noc w PKS. Pierwsze, co zrobię po powrocie do domu to porządnie się wykąpie ;). Potem będę spać we własnym łóżku i myślę, że to piękne. Taka ze mnie podróżniczka ale w tym roku warunki są naprawdę ciężkie i dały mi w kość. Im człowiek starszy, tym bardziej docenia proste wygody.

Kolejny raz będę pisać już z Gdańska - do przeczytania! Więcej zdjęć wrzucam na FB więc zapraszam na fanpage czyli tutaj ;).

Komentarze