Daleko od domu, miasta i cywilizacji - jestem na urlopie

Jestem właśnie z M. na urlopie. Siedzę nad rzeką Pilicą i się relaksuję. Od poniedziałku cieszę się wiejskim życiem w Grzmiącej. To mała wieś w powiecie białobrzeskim skąd pochodzi mój ojciec. 

Pilica, Górki
Wstaję codziennie o 5/6 rano. Budzą nas konie prowadzone na pastwisko. Nie ma tu bieżącej wody. Ręce mnie bolą od wyciągania wody ze studni. Na szczęście jest prąd. Także nie taka całkiem wieś. Kawę piję na ganku. Codziennie jeżdżę na rowerze i spaceruję. Trzeba tutaj się bardzo nachodzić żeby zrobić cokolwiek. Po tygodniu na takich wczasach powinnam zrzucić sporo tłuszczyku. Na razie kondycja zerowa. 

O 5 rano przed domem

Mamy kuchenkę turystyczną, kawę i papierosy i sporo wina. Do sklepu są ponad 2 kilometry. Bardzo brakuje mi łazienki ale wszystko inne jest super. Odpoczywam. Nie myślę o pracy ani innych problemach. Totalny luz. Czas płynie naprawdę wolno. Jest zielono, pachnie sianem i innymi swojskimi zapachami.

Wczoraj pojechałyśmy do Wyśmierzyc - najmniejszego miasta jakie kiedykolwiek widziałam. Picie piwa za sklepem monopolowym i rozmowa z miejscowymi tubylcami jeszcze nigdy nie sprawiła mi tyle radości. Niestety nie zrobiłam zdjęcia altanki, w której zostałyśmy tak miło przyjęte.
W Wyśmierzycach nie ma żadnego baru więc panowie poradzili sobie i sami zbudowali miejsce do długich posiadówek. Wyglądało to całkiem dobrze i klimatycznie. W Wyśmierzycach odwiedziłam grób babci i dziadka bo taki był przede wszystkim cel tej wyprawy. Jest tam piękny, stary cmentarz i kościół.

Kościół w Wyśmierzycach

Ludzie tutaj są bardzo mili i pomocni. Odwiedzają nas codziennie. Pamiętają mnie z dzieciństwa. Ja mam trochę gorzej. Prawie nikogo nie kojarzę ale nie muszę się odzywać. Podobno jestem klonem babci. Swoją drogą, myślę, że powinnam pójść w jej ślady i zostać bibliotekarką zamiast nauczycielką języka polskiego/dziennikarką. Możliwe, że moje życie było by wtedy o wiele prostsze.

Mogłabym tu pomieszkiwać i pracować. LTE dotarło nawet do Grzmiącej. Ale musiałabym się raz na jakiś czas wyrwać do miasta i nad morze. Może kiedyś ta wieś odżyje i zamieszka tu więcej ludzi, otworzą sklep. Czasem sobie marzę, że otwieram tu pole namiotowe ale to takie bujanie w obłokach bo przecież nie mam na to ani grosza i tak naprawdę nie wiem co dalej będzie z tym domem. Teraz nie chcę o tym za bardzo myśleć.

Przed nami jeszcze ognisko i wycieczki do lasu. Książka w plecaku czeka na przeczytanie. Jestem wykończona jazdą na rowerze więc trzeba będzie pochodzić trochę na własnych nogach. Jedno wiem na pewno - powrót do domu i Gdańska będzie ciężki.

Komentarze

  1. Zdecydowanie moje klimaty. Ostatnio każdy weekend spędzamy w takich miejscach

    OdpowiedzUsuń
  2. Zazdro, ale pozytywne. Piękne fotki, swojski klimat i pisane na luzaka, jakby kartka z pamiętnika. Takie lubię najbardziej, wpisy w rzeczy samej :) Odpoczywaj :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo to blog na luzie jest ;)
      Ale zgadzam się, to ma być taka kartka z pamiętnika do której wrócę zimą.

      Usuń

Prześlij komentarz