Wakacje na wsi - wspomnienia z dzieciństwa

Kilka dni temu na działce zbierałam z krzaczków porzeczki i agrest a potem wiśnie i uderzyła mnie fala wspomnień z wakacji na wsi u babci, której całe wieki nie widziałam. Kiedy byłam dzieciakiem co roku jeździliśmy prawie na całe wakacje najpierw do Radomia a potem do niedalekiej wsi - Grzmiącej i  dopiero tam zaczynała się zabawa na całego. 


Grzmiąca w powiecie białobrzeskim to niewielka wieś, teraz trochę wyludniona i zapomniana. PKS  z Warszawy już prawie tam nie jeździ a żeby w ogóle się tam dostać trzeba nieźle kombinować. Wikipedia mówi mi, że do 1998 roku wieś należała do województwa radomskiego. Pamiętam, że wtedy były jeszcze dobre połączenia z Radomia. 

Babcia miała całkiem spory dom ale bez żadnych udogodnień dla mieszczuchów. Nie było bieżącej wody, telefonu a nawet łazienki. Telewizor odbierał ledwo tylko kilka kanałów i chyba pamiętał czasy wczesnego komunizmu. Podobno cała wieś się schodziła żeby pooglądać TV. Było za to mnóstwo wiekowych rzeczy, o które teraz ludzie po prostu się biją, jak stare radio, adaptery, lampy z dziwnymi kloszami i folklorystyczne bibeloty. Był też ogromny strych, wypełniony książkami. Babcia była bibliotekarką i chyba uwielbiała książki tak samo jak ja. Chowałam się tam często gdy padał deszcz i czytałam, co mi tylko wpadło w ręce. Obok domu było ogromne pole, na którym rosły oprócz zboża właśnie porzeczki i wiśnie. Skubaliśmy te krzaczki jak szarańcza. Z perspektywy dziecka wszystko wydawało się być takie ogromne. Dla mieszczucha z bloku ta przestrzeń była nie do ogarnięcia. Niedaleko domu był też wielki las, gdzie chodziliśmy na grzyby i spacery a z drugiej strony droga prowadziła nad rzekę. Trzeba było się nieźle napocić żeby się gdziekolwiek dostać. Jak to na wsiach bywa, w zakupach i wycieczkach pomagały zawsze rowery. 

Babcia miała też trochę zwierząt i pomaganie jej przy obrządku to też była dla mnie i mojego brata frajda. Nigdy nie zapomnę smaku warzyw, zerwanych prosto z pola, mleka od krowy i samej wody ze studni. Teraz rzadko udaje mi się kupić takie produkty. To, co sprzedają w supermarketach jest zupełnie bez smaku ale wtedy człowiek zupełnie tego nie doceniał i grymasił. Chyba przez to, na co napatrzyłam się na wakacjach u dziadków przez długie lata w ogóle nie jadłam mięsa. 

Czas spędzony w Grzmiącej wspominam jako zupełną beztroskę. Dla dzieciaka z miasta to była naprawdę duża odskocznia i mimo surowych warunków, zawsze chętnie tam jeździliśmy. Siedzę teraz z kubkiem herbaty i wspominam wycieczki nad rzekę, ogniska czy do opuszczonej szkoły i jak uczyłam się całymi dniami grać na mandolinie ojca, dudniąc niemiłosiernie do tego stopnia, że wyganiali mnie na podwórko. Cieszę się, że miałam okazję poznać czym tak naprawdę jest wieś. Byłam tam latem i czasem na zimowe ferie. Zimą to już naprawdę był hardcore ale bardziej pamiętam wakacje. To był jeszcze czas kiedy lato było po prostu upalne a na koniec dnia pioruny waliły jak szalone. Zimą za to siedziałam ciągle przy piecu bo inaczej ciężko było wytrzymać. Nigdy się tam nie nudziłam. Zresztą nie należę do osób, które często się nudzą. Brakowało mi może trochę normalnej łazienki i mam tak do tej pory ale i tak to jedno z moich ulubionych miejsc. 

Teraz to miejsce całkiem marnieje. Odwiedziłam je 2 lata temu. Wszystko zaniedbane. Czasem sobie myślę, żeby rzucić wszystko i się tam przeprowadzić. Jak dotąd to tylko dalekie plany ale z doświadczenia wiem, że czas wszystko weryfikuje i trzeba cierpliwie czekać. Może za kilka lat przeprowadzka będzie realna a teraz tylko sobie marzę. Po pierwsze przydałby się samochód i dużo zdrowia, które u mnie ostatnio też marnieje. 

Czasem sobie myślę, że czas spędzony u dziadków nauczył mnie spędzać wakacje w mało komfortowych warunkach i nie marudzę jak coś jest nie tak. Chociaż im jestem starsza tym bardziej zaczynają marzyć mi się luksusy. Chętnie tam wrócę przy pierwszej możliwej okazji bo ostatnio coraz częściej proszę o spokój. To doskonałe miejsce na założenie siedliska. Nie wiem ile musiałby trwać remont ale chyba musiałabym zacząć od wczesnej wiosny. I właśnie dlatego tak marzy mi się praca zdalna żebym mogła tam kiedyś zamieszkać. Szkoda, że nie mam przy sobie żadnych zdjęć z takich wakacji u dziadków. W rodzinnym albumie na pewno bym coś znalazła a jest co wspominać. 

Komentarze

  1. Ja również spędzałam wakacje u babci na wsi :) Przepiękne wspomienia :) Pamiętam spanie w stodole na sianie i zbieranie owoców :) Cudowny czas

    OdpowiedzUsuń
  2. Uwielbiam takie wakacje, kojarza mi się z dziecinstwem. Az milo powspominać.

    OdpowiedzUsuń
  3. Zapomniałam napisać o buszowaniu po stodole pełnej siana - to była dopiero zabawa :).

    OdpowiedzUsuń
  4. Piękne wspomnienia i ta mandolina - marzenie! Ja również całe dzieciństwo spędziłam na wsi u babci, a teraz jako mieszczuch wracam do wiejskich klimatów w każdej wolnej chwili. I między innymi o tym piszę bloga - o marzeniu wyprowadzki na spokojną wieś.
    Pozdrawiam i zapraszam,
    Samodiwa

    https://samodiwa.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  5. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  6. Kiedyś faktycznie najczęściej wyjeżdżało się na wakacje na wieś, gdyż wielu z nas nie miało innej możliwości spędzenia wolnego czasu. Dziś ja staram się zabierać co roku moją rodzinę w różne miejsca i do tej pory wszystko nam wychodzi. Dodatkowo, aby mieć spokojną głowę to za pomocą kalkulatora https://kioskpolis.pl/kalkulator-turystyczny/ wyliczam dla nas najbardziej korzystną ofertę ubezpieczenia turystycznego. Wtedy jestem już pewna, że nasz wyjazd turystyczny będzie bezpieczny.

    OdpowiedzUsuń
  7. Jeśli macie takie piękne wspomnienia z wakacji, to musicie je w odpowiedni sposób przechowywać. Sama zastanawiam się właśnie, w jaki sposób zadbać o przechowywanie najlepszych zdjęć i chyba zdecyduję się na fotoalbum lub fotoksiążkę.

    OdpowiedzUsuń
  8. Ja mam niemiłe wspomnienia z wakacji bo mój dom w budowie został zalany :/ Od teraz zaopatrzam się w dobre ubezpieczenie z tego rankingu polis mieszkaniowych https://www.ubezpieczeniemieszkania.pl/ranking bo polisa nie jest droga a mam nauczkę na przyszłość.

    OdpowiedzUsuń
  9. O tak, wieć tam można oddychać pełną piersią <3 Ale dobrze robić to ze spokojną głową, bo np. w przypływie roztargnienia można wjechać w czereśnie lub inny traktor, AC się przydać może ;) https://ubezpieczamy-auto.pl/ubezpieczenie-assistance/

    OdpowiedzUsuń
  10. Wspomnienia z wakacji, zwłaszcza z dzieciństwa, przywołują od razu miłe skojarzenia. Ja z kolei pamiętam, jak podczas jednej z podróży z rodzicami złapaliśmy "gumę". A padał rzęsisty deszcz... Oj sporo czasu nam zajęło, zanim ruszyliśmy dalej. Dzisiaj, mając już własną rodzinę, nigdzie nie ruszam się bez ubezpieczenia assistance. Kupuję je na https://www.mfind.pl/akademia/abc-zakupu/ubezpieczenie-assistance/ i nigdy jeszcze nie żałowałem.

    OdpowiedzUsuń
  11. Wakacje na wsi potrafią być niezapomniane nie tylko pod względem mile spędzonych chwil, ale również przykrych zdarzeń losowych, przed którymi warto się zabezpieczyć wykopując ubezpieczenie.

    OdpowiedzUsuń
  12. Bardzo ciekawie napisane. Jestem pod wielkim wrażaniem.

    OdpowiedzUsuń
  13. To prawda, takie wakacje pamięta się do dziś. To były czasy. Teraz jest zupełnie inaczej, ale też fajnie. Dobrze, jeśli można gdzieś wyjechać, pozwiedzać, zmienić otoczenie. Taka odmiana, wypoczynek to super sprawa. Na wiele wypraw czy wyjazdów warto zadbać o odpowiednie wyposażenie jak latarka wodoszczelna na przykład. Nigdy nie wiadomo co i kiedy się może przydać.

    OdpowiedzUsuń
  14. Moje wspomnienia z dzieciństwa z wakacji to głównie spędzanie czasu nad wodą w kajaku czy w łodce. Tego typu kamizelkę https://gosup.pl/kamizelki-pneumatyczne-11 zawsze miałam na sobie - rodzina o to dbała, mimo że pływać umiałam, to nie ryzykowano

    OdpowiedzUsuń

Publikowanie komentarza