Plastusiowy pamiętnik i wewnętrzne dziecko

Dzisiaj Dzień Dziecka i wiem, że obchodzi go każdy - duży i mały - każdy z nas niezależnie od wieku jest gdzieś tam w środku dzieciakiem. Nieważne jak bardzo chcemy być poważni i dorośli. Ten dzieciak wciąż tam jest. 

Dzisiejszy dzień skłonił mnie do przemyśleń na temat mojego dzieciństwa. Szkoda, że nie pamiętam z niego zbyt wiele. Wyparłam większość wspomnień i nie jestem pewna czy chciałabym sobie to przypominać. Wiem, że zawsze byłam poważnym i cichym dzieckiem. Byłam niewidzialna. Do dzisiaj niewiele się zmieniło chociaż bardzo się staram wszystko zmieniać. Nawet okres buntu miałam później niż inni - wszystko na opak...To dziecko wciąż gdzieś tam siedzi we mnie i czasem staram się z nim rozmawiać, nagradzać je, uspokajać. 


Wewnętrzne dziecko to część naszej wrażliwości i delikatności. Odpowiada za nasze twórcze myślenie, spontaniczność i radość z życia. W dorosłym życiu często daje o sobie znać jako wewnętrzny krytyk, depresje, problemy ze zdrowiem. Wewnętrzne dziecko to coś, co wyparliśmy z pamięci bo złych rzeczy nie chce się pamiętać. Zazwyczaj tylko ubarwiamy swoje dzieciństwo z lojalności wobec rodziców? Wewnętrzne dziecko to spotkanie z prawdziwym sobą. Dlatego tak ciężko przypomnieć sobie niektóre rzeczy a ja na samą myśl o tym kieruje spojrzenie w drugą stronę i wiem, że wiele osób tak ma. Wiem też, że lepiej to wszystko sobie przypomnieć, poczuć jeszcze raz i zaakceptować. 

Warto to zrobić, bo dziecko jest ciekawe świata, twórcze, odkrywcze i potrafi się cieszyć każdą chwilą. Ilu z nas tak naprawdę potrafi cieszyć się życiem? 

Nasze wewnętrzne dziecko warto czasem obdarować jakimś miłym prezentem, zabrać je na lody, docenić, spojrzeć łaskawym okiem. Można kupić mu tę cholerną kolorowankę i kredki albo zrobić coś, co lubiło robić kiedyś. Można też przestać je krytykować i polubić. Wtedy podobno wszystko jest prostsze i rozumie się samego siebie. Ja jeszcze do tego nie doszłam.

1 czerwca siedzę sobie i myślę o dziecku, którym byłam. Nie było takie złe, nawet normalne, tylko za ciche i zbyt przestraszone. Dzisiaj też się boję ale mogę więcej i wszystko zależy ode mnie więc muszę opiekować się sama sobą najlepiej jak potrafię. 
Przeglądając dzisiaj Internet znalazłam okładkę książki, którą kiedyś bardzo lubiłam. Na samo wspomnienie ciepło zrobiło się na serduchu. To jest chyba mój obraz beztroskiego dzieciństwa. Zawsze lubiłam książki :). Na okrągło lubiłam czytać Muminki, potem Anię z Zielonego Wzgórza. Mam do tych tytułów ogromny sentyment. I tak mi już zostało, że wciąż czytam dużo książek lub uciekam w muzykę. 

Nie zapominajmy o naszym wewnętrznym dziecku. Ono nie jest w nas tylko tego pierwszego dnia czerwca i czasem naprawdę możemy dopuścić je do głosu. Tak samo nie musimy żywić dawnych uraz, które to dziecko czuło. Jeśli ktoś chciałby odkryć swojego wewnętrznego dzieciaka to na FB jest grupa, która nad tym pracuje więc zapraszam tutaj. Jest to Akademia Wewnętrznego Dziecka. Może znacie a jeśli nie, warto odkryć. 

Komentarze

Prześlij komentarz