Kilka majowych przemyśleń na luzie



Maj sobie leci. Wszystko się jakoś układa. Pracuję, piszę, łapię słońce i kontakty z ludźmi. Poprawiam relację z mamą albo przynajmniej tak mi się wydaje. Cieszą małe ale zarobione z pisania pieniądze. Zbliża się też wyjazd do Wrocławia i jeden wielki chillout. 

Staram się nie myśleć o negatywnych rzeczach tylko to tym, co bym chciała żeby wreszcie było. Gdzieś tam w środku marzę o utrzymywaniu się z pisania, własnej firmie i zdalnej pracy. Mogłabym sobie jeździć po świecie albo przynajmniej po Polsce i robić to, co lubię. Dużo czytam na ten temat i próbuję stworzyć jakiś zarys planu. Gdzieś tam jeszcze dalej pojawia się myśl o kamperze i życia w nim w ciepłe miesiące. Oba tematy bardzo kontrowersyjne i trudne do zrealizowania ale przecież nie ma rzeczy niemożliwych prawda? 

Przechodząc przez kryzys wypalenia zawodowego i depresję można dojść do bardzo ciekawych wniosków. Nieważne jak bardzo boisz się zmian. One i tak cię dopadną tylko w tym mniej spodziewanym momencie jeśli ich nie zaplanowałeś. A z kolei depresja nauczyła mnie nie przejmować się niczym za bardzo i płynąć z prądem. No właśnie, od dłuższego czasu płynę sobie z prądem jak jakiś śmieć z przekonaniem, że czas układa wszystkie sprawy i nie spotyka nas nic, czego nie potrafimy unieść. Może się czasem wydawać, że to już koniec i wszystko jest totalnie beznadziejne ale tak naprawdę wszystko kiedyś się układa w jedną całość. 

Depresja nauczyła mnie cieszyć się tym, co mam i robić bardzo małe kroki do przodu a jeśli się cofam to tylko po to żeby zebrać siły i coś przemyśleć. Nie biorę już "tabletek szczęścia" od jakiś kilku miesięcy. Mój żołądek w pewnej chwil odmówił ich przyjmowania. Tak naprawdę chyba już ich w ogóle nie potrzebuję żeby funkcjonować. 

I co z tego, że codzienność jest tylko szarą rutyną. Staram się ją ubarwiać kiedy tylko mogę. Żyję ostatnio całkiem beztrosko i może aż za bardzo nieodpowiedzialnie ale myślę, że to jakiś etap przejściowy, który doprowadzi mnie do większych zmian. Z tego wszystkiego najważniejszy jest wewnętrzny spokój. Może dużo w tym zasługi prawa przyciągania? 

Dobrze jest wierzyć, że wszystko będzie dobrze i myśleć pozytywnie. Staram się jak mogę nie zagłębiać się w drobnostki i nie marnować w ten sposób energii. To jest taki złoty środek - klucz do wszystkiego. 

Z lepszym samopoczuciem idzie w parze dbanie o siebie i więcej siły a może to wszystko jest zupełnie odwrotnie? Doświadczam właśnie tego, że im więcej inwestuję w siebie tym więcej mogę dać innym bo po prostu mogę i chcę. Co prawda, często dopada mnie zmęczenie, bo się nie obijam zbytnio ale i tak szybciej się regeneruję. 

Mam nadzieję, że taki maj jak ten - ciepły, dostatni i szczęśliwy będzie trwał jeszcze długie miesiące. Nie obrażę się jeśli to będzie moja codzienność :). 


Komentarze