Toksyczne relacje z matką i Wielkanoc w tle

Zbliża się Wielkanoc - moje ulubione święta. Lubię ten czas, bo to początek wiosny, świeżość i po prostu łatwiej jest wtedy żyć. Dni znowu są coraz dłuższe i jest więcej światła. Działa to na mnie tak, że po prostu mi się chce WSZYSTKIEGO! W dupie mam to, że za oknem śnieg sypie jak szalony i że jest zimno. W końcu ta wiosna musi przecież przyjść. 



Ale wygląda na to, że te święta spędzę sama, pierwszy raz. Będzie po mojemu i na luzie. To nic, że ma padać deszcz a może czasem śnieg i będzie zimno. Wszystko przez konflikt rodzinny i niemożliwość dogodzenia wszystkim w tym samym czasie. Wieczne wymagania i obraza. Cokolwiek by się nie działo, mam tego wszystkiego serdecznie dość! Ja zawsze muszę wszystko dla wszystkich a dla mnie? No właśnie... Dla mnie nie zostaje nic, bo przecież po co? 

Czasem zazdroszczę ludziom, którzy pochodzą z "normalnych" rodzin. Taka rodzina powinna być wsparciem. W sumie mało znam takich ludzi. Wszędzie tam gdzie jest alkohol, zadłużenie, nieszczerość i tym podobne zaczynają się piętrzyć problemy. 

Więc siedzę i rozmyślam o tym czy jestem złym człowiekiem? Dlaczego muszę mieć ciągle poczucie winy i ani grama czasu dla siebie? Dlaczego odmowa = odepchnięcie? Nie lubię tego równania...Zawsze muszę być zła lub niewystarczająco dobra. I cholernie mnie korci żeby to wszystko zostawić, tak jak to kiedyś zrobiła moja ciotka. Po 6 latach świadomego zmagania się z depresją, staram się odrzucić od siebie wszystko, co toksyczne i źle na mnie działa i po prostu bronię się. Dla siebie jestem wystarczająca i tak jest dobrze. Wyznaję zasadę żeby nie krzywdzić nikogo i próbuję stawiać wszędzie granice bo często ich brak w wielu miejscach. I niby wiem, że nie popełniłam żadnej zbrodni, że się staram ale gdzieś tam głęboko w sercu siedzi zadra.

Czytam też o toksycznych relacjach matki z córką, bo chcę to po prostu zrozumieć. Teraz już wiem, że wszystkich dobrych relacjach stawia się granice i zna się swoją wartość. I to wcale nie jest wina mojej matki, że jest jaka jest. Kocham ją i nigdy nie przestanę ale izoluję się. Toksyczna matka ciągle powtarza, że to ona mnie urodziła i teraz ja jestem jej winna wszystko... A ja wolę chińskie przysłowie, które mówi, że dziecko jest gościem w domu i trzeba je nakarmić, nauczyć i puścić wolno. Wtedy wróci samo z dobroci serca... Natrafiłam niedawno na fajny blog i artykuł warty przeczytania i przemyślenia. Zacytuję z niego pewien fragment:

Zastanów się czy, gdy byłeś mały, mama mówiła Ci.......że jesteś nie dość dobry?...że jesteś bezwartościowy?...że bez Ciebie nie może żyć?... że jesteś jej najlepszym przyjacielem?...że tylko ty ją rozumiesz?...że nie poradzi sobie bez Ciebie?...że nigdy nie będziesz wystarczająco doskonały?...że nie poradzisz sobie bez niej?...że nie potrafisz sam czegoś zrobić i potrzebujesz jej pomocy?..że urodziła Cię i wychowała, dlatego należy jej się szacunek?...że zawsze to ona ma rację?
To tylko takie głupie przykłady i w sumie nic nie znaczą, jeśli powoli Cię nie okaleczają. Jeśli w pewnym momencie czujesz się ubezwłasnowolniony i pełen poczucia winy tak jak ja teraz. Tylko, że ja już nie rozpaczam, Próbuję to wszystko zrozumieć i iść do przodu. Moje relacje z matką są bardzo trudne, nie tylko dlatego, że to toksyczna relacja ale też dlatego, że ona bardzo choruje. Szkoda, że nie rozumie, że jeśli ja będę szczęśliwa to oddam jej wszystko z nawiązką i że w jej głowie obraz świata jest bardzo skrzywiony, bo zawsze ktoś musi być winny i zły. Stawianie granic nie jest proste, musi boleć i boli... Nie wiem co z tego wszystkie wyjdzie tak naprawdę ale życie w ciągłym poczuciu winy do niczego nie prowadzi jeśli nie robisz nic złego.

Z dystansu te ciągłe kłótnie, obwinianie, fochy, obrażanie mogą wydawać się śmieszne i niby to nic takiego. Tylko, że z dystansu wszystko wydaje się mało poważne, bo nie ma tam uczuć, przywiązania i bliskich więzi, w których człowiek zdejmuje zazwyczaj swój pancerz obronny. 

Wracając do świąt, chcę żeby były po prostu spokojne i pełne ciepła, bez żadnych awantur albo wymownej ciszy. Będę cieszyć się każdą drobnostką i odpoczywać. Ugotuję tylko kilka prostych rzeczy, które lubię i codziennie będę chodzić na długie spacery. Nie będę się niczym zadręczać. Może wreszcie uda się odwiedzić gruzińską restaurację w Sopocie? Ostatnio chcę coraz mniej a coraz więcej mnie cieszy i tego będę się trzymać. 

Jestem osobą, która sama sobie kupuje kwiaty, sama zabiera się na spacery i ze wszystkim zazwyczaj radzi sobie sama i jeśli w te święta będę sama to tak naprawdę nic się nie stanie. Może M. będzie mi godnie towarzyszyć ale wydaje mi się, że ograniczy się tylko do leżenia w łóżku a ja chcę trochę inaczej. Chcę ruszyć dupsko, bo naprawdę boli mnie od ciągłego siedzenia. 

Miałam pomilczeć ale dobrze było to wszystko z siebie wyrzucić w świat.Chyba nie za bardzo mam z kim porozmawiać na ten temat. Nigdy tak naprawdę nie przerobiłam tego tematu na terapii. Mogłabym znowu na nią wrócić ale strach przed odkrywaniem pewnych spraw, które kiedyś głęboko ukryłam jest silniejszy. Kiedyś wrócę. 

A dzisiaj myślę bardziej o tym jak dobrnąć do końca tygodnia, przeżyć wizytę u dentysty i zaplanować troszkę 3 wolne dni. Staram się nie dopuszczać do siebie złych myśli. To jest klucz, który otwiera drogę do działania. 

Drogi Czytelniku, mam nadzieję, że Twoje święta też będę udane, rodzinne i jakie tylko chcesz byle szczęśliwie spędzone. 


Komentarze

  1. No smutny temat, Piszesz bo masz taką potrzebę. Obyś mimo wszystko miała pogodne, spokojne święta i z czasem znalazła sposób, jak dogadać się z Mamą i jak reagować na toksyczne sytuację. Zapraszam ,wpadnij czasem i do mnie podpisać. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. Jeśli chciałabyś z kimś pogadać daj znać na Facebooku ,napisz. Z chęcią odpiszę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki! Odezwę się w wolne dni na spokojnie :). Z mamą mam nadzieję, że się dogadam ale nie będę tego już tak przeżywać. Pozdrawiam!

      Usuń
  3. Mam nadzieję, że Świeta spedziałaś tak, jak sobie wymarzyłaś. Poruszyłaś bardzo trudny temat. Gratuluje odwagi. Warto o tym mówić głośno. Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz