Niedziela na luzie

Weekend powoli się kończy. Nieubłaganie zbliża się nowy tydzień pracy. Mimo tego, że miałam przez ostatnie 2 dni dużo na głowie, udało mi się naładować trochę baterie. 


Uczę się Wordpressa i dużo czytam o copywrightingu. Udało mi się też iść nad morze, zjeść kebaba, wypić dobre piwo i wyspać za wszystkie czasy. Wczoraj przeszłam tyle kilometrów, szukając leków specjalistycznych po różnych aptekach, że do tej pory bolą mnie nogi.

W domu szpital. Spędzam weekend u mamy i babci. Obydwie chore, wymagające pomocy ale wszystko jest dobrze. To jest najważniejsze. 

Przez ostatnie lata wyrobiłam w sobie umiejętność opieki nad chorymi, poruszania się po szpitalach i aptekach, odczytywania pisma lekarskiego i znoszenia złych humorów. 
Nauczyłam się żyć w stresie, odpychać go od siebie i dostrzegać wszystkie dobre rzeczy, które mnie otaczają. 

Mimo wszystko cieszę się, że wracam jutro do siebie. Uważam, że każdy ma prawo żeby żyć po swojemu, korzystać z danego czasu, rozwijać się i dbać o siebie. Inaczej nie miałabym siły żeby pomagać komukolwiek. Zwłaszcza, że często do moich drzwi puka znienawidzona depresją. 

Cieszę się, że już jest luty, że nie muszę już biegać po szpitalach i coraz bliżej wiosna. Zbliża się też mój krótki urlop i trzecia wizyta w Wilnie. Nie mogę się doczekać :). 

Każdy wyjazd to nowa energia i wiele radości. 
Dzisiejszy wieczór spędzę na czytaniu i planowaniu pobytu na Litwie. 

Komentarze