Nie lubię Walentynek ale niech się dzieje co chce

 Walentynki - święto kiczu albo dzień zakochanych jest coraz bliżej. W skrócie daję tutaj upust mojemu nastawieniu do tego dnia. 

 

Jestem już w tym wieku, że w dupie mam święto miłości obchodzone 14 lutego - Walentynki. Trochę mnie to wszystko śmieszy. Bo kto to wymyślił? Mam dostawać kwiaty i czekoladki jednego, wybranego dnia. Na super słodkie randki też mam chodzić tylko w lutym? Wszystko będzie dobrze i cukierkowo tylko 14 lutego.  Zewsząd będą atakować mnie słodkie misie, czerwone serduszka i amory. W telewizji pewnie same komedie romantyczne a w radio ckliwa muzyka. No przecież rzygać się chce i uciekać.

Szczerze mówiąc połowa lutego to doskonały okres na obchodzenie święta jakiegokolwiek i przy okazji czyszczenie portfela. Jakimś dziwnym trafem żadne święta w najbliższym okresie nie wypadają więc jest długa przerwa a sprzedaż trzeba napędzać. Do wiosny też niestety nie tak całkiem blisko i przydałoby się coś, co ociepli atmosferę, sprawi, że świat będzie piękniejszy i poprawi nam nastrój. Gdyby ktoś nie zauważył - żyjemy według rytmu marketingu sprzedaży i konsumpcji.

Jestem w tym wieku, że chciałabym dostawać kwiaty codziennie, najlepiej tulipany. Raz na jakiś czas wyjść na obiad, kolację albo do kina. Najlepiej często chodzić na spacery i po prostu spędzać miło czas. Bardzo nie lubię robić niczego na siłę. Wtedy jeszcze bardziej wszystkiego mi się odechciewa. I co z tego, że 14 lutego dostanę misia, jeśli przez resztę roku będę totalnie olewana? To nie o to chodzi. Kłamstwa i kicz działają na mnie jak płachta na byka...

Może jestem zbyt złośliwa, cyniczna i nie potrafię okazywać uczuć? Może to właśnie ze mną jest coś nie tak. Ale na szczęście mam prawo być sobą i nie cukrzyć do cholery! 

I nie, nie zamknę się w domu 14 lutego i nie prześpię tego dnia. Może symbolicznie rzucę w M. czekoladą :). Ale nikt do niczego mnie nie zmusi. 

Nie jestem na tyle zatwardziała i bardzo lubię oglądać komedie romantyczne ale wtedy, kiedy mam na to ochotę. Nawet całą serię Zmierzchu obejrzę. Jestem zdania, że wszystko musi być naturalne i mieć odpowiednie proporcje. 

Więc nie dajmy się zwariować. Miejmy Walentynki przez cały rok, jeśli chcemy. Kochajmy, dbajmy o swoich partnerów i o siebie przede wszystkim. Zwolnijmy tempo i róbmy to, na co mamy ochotę. Nie bierzmy kredytów na ten jeden przereklamowany dzień żeby zjeść kolację w drogiej restauracji. Bądźmy po prostu sobą. No i nie kupujmy chińskich serduszek, powleczonych brokatem ;). 
Na randkę można iść zawsze i nie musi być wymuszona i wystawna. A może zamiast randki wspólny remont? Teraz żartuję ale jest wiele sposobów żeby razem spędzać fajnie czas.

No i jeszcze jedno. W sumie wściekać się na Walentynki, tylko dlatego, że są to też bez sensu. Niech sobie będą aż do znudzenia a ja swoim zwyczajem je po prostu oleję i pójdę swoją drogą.
I tylko jedno mnie cieszy w tej całej historii. W sklepach pojawiły się tulipany i inne przedwiosenne kwiatki, które cieszą oko i bardzo je lubię. 

I niech sobie będą wszyscy mądrzy ze swoimi rozumami, a ja z moją miłością niech sobie będę głupi.

Komentarze

  1. To chyba bardziej ma byc taka okazja, zeby przypomnieć tym, którzy w ogóle nie pamiętają o kwotach i randkach. Ze jest taki dzień i warto sobie ta miłość odświeżyć i pielęgnować ja :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może tak być. Ja spojrzałam na to trochę z innej strony ;).

      Usuń
  2. Dokładnie o swoich partnerów powinno się dbac każdego dnia przez cały rok a nie tylko w jeden dzień :)
    Mój blog

    OdpowiedzUsuń
  3. To jest tylko Święto w kalendarzu, tak ktoś wymyślił i się przyjęło...
    Prezenty czy jakieś miłe gesty powinno się dawać wtedy, kiedy mamy na to ochote, a nie tylko "odbębnić" bo są Walentynki...

    OdpowiedzUsuń
  4. My też nie świętujemy :) Zabawne to święto... Kochać trzeba cały czas :)

    OdpowiedzUsuń

Publikowanie komentarza