Nie lubię Świąt Bożego Narodzenia

No i stało się, mamy grudzień - miesiąc zdominowany przez Boże Narodzenie. 
Nie lubię tego okresu i sama myśl o tym napawa mnie trwogą. Chyba nie jestem jedyna ale gdy mówię o tym znajomym to patrzą na mnie ze zdziwieniem. Jak można nie lubić tego wspaniałego, pełnego harmonii i ciepła czasu? Ano można. 

Już w listopadzie sklepy straszą świątecznymi dekoracjami i wystawkami. Potem jest tylko gorzej bo w radio lecą kolędy i te wszystkie "słodkie" piosenki. Wszyscy wpadają w szał zakupów, sprzątania i jakiejś chorej nerwówki. Każdy chce się pokazać z jak najlepszej strony i przygotowuje wszystko ponad stan. To nic, że później, wyrzucone na śmietnik, marnuje się mnóstwo jedzenia i nietrafionych prezentów. 

Jak będą wyglądały moje święta:

Totalna nerwówka. Siedzenie w kuchni od rana do wieczora, narzekanie i awantury. Latanie po sklepach z ciężkimi siatami. Później sprzątanie, katorżnicza praca, bo przecież nie można robić tego na bieżąco. Ubieranie choinki i rozkładanie świątecznych ozdób to tylko następny etap chaosu bo nic się nie zgadza i nie jest tak jak powinno...

Kolacja wigilijna w napiętej, sztucznej atmosferze sprzyjającej udławieniu się to norma. Pewnie nie będzie brakowało alkoholu a potem awantur. Mama będzie płakać, wszyscy się pokłócimy bo przecież trzeba podtrzymać tradycję... Na koniec babcia zje wszystko ukradkiem ze stołu i będzie kolejna kłótnia.
Kolejne dni to powtórka z rozrywki i wszędzie jedzenie. Nie rozumiem po co tyle jedzenia? I cisza...Ucieknę na spacer, nad morze i to będzie najlepsze z tego wszystkiego.
Tak wyglądają moje święta co roku. Niech nikt się nie dziwi, że za nimi delikatnie mówiąc nie przepadam. 

Jak mogłyby wyglądać moje święta:

Zrezygnowałabym z tych wszystkich wielkich przygotowań bo po prostu bym ich nie potrzebowała i wszystko byłoby symboliczne. Uwielbiam minimalizm. Mało ozdób, dużo świec, może nawet choinka ale kto by się nią przejmował? Do jedzenia tylko kilka rzeczy i to w małych ilościach żeby się potem z tym nie bujać. Catering był by wymarzonym rozwiązaniem. Nie stać mnie na niego ale przecież teraz bujam w obłokach.
Najchętniej wyjechałabym w góry i spędziła ten czasu w całkowitym spokoju i na luzie. Wyjechałabym gdziekolwiek w Polskę ale nie chciałabym być całkiem sama. Poszłabym do kościoła na pasterkę, dużo spacerowała i robiła to na co mam ochotę. Na przykład jeździłabym na sankach, nartach, na czym tylko się da :).
I jeszcze mam takie babcine marzenie. Chciałabym mieć bujany fotel przy kominku i tak sobie spędzić chociaż jeden wieczór.

Niestety w tym roku jeszcze tak nie będzie. Muszę przetrwać ten czas najlepiej jak się da. 
Chyba nie potrzebuje świąt, narzucania czegokolwiek, jakiś sztywnych ram i udawania wielkiej radości i miłości. 

Szkoda, że w większości czas Bożego Narodzenia to bezmyślna rutyna i odgrywamy to jak w teatrze marionetek. Chyba mało kto jeszcze potrafi to przeżywać i pamięta o co w tym wszystkim chodzi. Zatraciliśmy się w pędzie konsumpcyjnym i nic już nie ma wartości. Poza tym my te święta przeżywamy na smutno z jakimś drętwym patosem... No po prostu tego nie znoszę i już!

Później będzie Nowy Rok, nowe możliwości, sky is the limit i takie tam i odetchnę z ulgą.

Komentarze