Początek mojego miesiąca

Listopad to zdecydowanie mój miesiąc. Mimo całej smutnej przedzimowej otoczki czuję w nim magię. Urodziłam się w listopadzie i jest to dla mnie czas refleksji, podsumowania. W tym okresie samotność mi nie przeszkadza. 

Wszystko zaczyna się od odwiedzania grobów. To nie może być bezmyślne. Przecież wiem, że wszyscy tam trafimy, przeraża mnie to i naprawdę zmusza do przystopowania i zastanowienia się co ja takiego właściwie robię i jaki to ma sens? Nie jestem do końca zadowolona ze swojego życia i każdego roku pluję sobie w brodę, że znowu czegoś tam nie osiągnęłam a przecież przemijam, po prostu PRZEMIJAM. Zaraz za głosem wewnętrznego krytyka idzie jego łagodniejsze echo. Myślę o tym, co już udało mi się zrobić.

W listopadzie nie szukam już tak bardzo towarzystwa. Jest mi to obojętne. Lubię wyjść na samotny spacer, nawet do knajpy. To jedna z rzeczy, której się nauczyłam w tym roku - cieszyć się własnym towarzystwem. Lubię ludzi ale długo trzymam ich na dystans zanim się przekonam, że warto. Już nie gonię za nikim. Można gonić za mną jeśli się chce. Nie ma niestety nikogo, kto chciałby to robić.

To taki czas, kiedy człowiek przysłowiowo siada na dupie. Jest mniej energii, mniej światła i ciepła. Zaraz będą święta, których ja osobiście nie znoszę. Trzeba się cieszyć tym zastojem i wyciągnąć z niego coś dla siebie. Jest też kilka dni wolnego, co akurat bardzo lubię, bo listopad przypomina mi, że nie chcę pędzić, nie chcę chcieć więcej i więcej. Być może w tym czasie oswajam się po prostu ze swoim strachem.

Nie chodzi mi o to żeby się całkiem poddać i nic nie robić. Raczej myślę tutaj o tym żeby wszystko robić uważniej, nie zużywać się bez powodu, nie rozmieniać na drobne. To nie jest łatwe. Wciąż zmuszam się do tego żeby chcieć mniej, nie pędzić tak bardzo. Jest wiele momentów, kiedy mój organizm przypomina mi, że nie jestem niezniszczalna. Listopad to dobry czas żeby sobie o tym przypomnieć.

Smutne? Chyba nie tak do końca. Kiedy się trwa w takim bezruchu chociaż przez chwilę, można zauważyć kilka ważnych rzeczy. Na przykład, że nie trzeba się aż tak bardzo starać. Najważniejsze rzeczy przychodzą same i zostają jeśli tak ma właśnie być. Wszystkim nie da się dogodzić  a ja jestem tylko jedna i mam zamiar cieszyć się listopadem, unikać świąt, uciekać kiedy tego potrzebuję i tak samo walczyć jeśli na czymś mi zależy. W listopadowe wieczory często przypominam sobie, że przecież wszystko układa się samo bez biadolenia i dramatów a na to na co nie mam wpływu po prostu NIE MAM WPŁYWU.
Coś mi się nie udało? Jeszcze się uda. I może tak ma być dla mnie lepiej. Wszystko wynika że spokoju a nie z krzyku i przymusu.

Jeśli jest smutno, to dobry czas żeby napic się wina i nie myśleć. Chyba większość moich problemów wynika z tego, że za dużo myślę.

Po listopadzie czekam już tylko na wiosnę. I tak to się wszystko kręci. To wszystko żarty...


Komentarze

  1. Lampka wina to zawsze dobry pomysł ;) A na wiosnę czekam od początku września - zawsze ;) Oby słoneczne dni nam dopisały...

    OdpowiedzUsuń

Publikowanie komentarza