Rozmyślania współuzależnionej




Miało być na luzie i o tym jak cieszyć się życiem. Mimo usilnych starań nie robię tego zbyt często. Ale mi tak mało do szczęścia potrzeba.Zwolnić, wyspać się, mieć czas na dobrą książkę, spacer a obok drugiego człowieka, który rozumie i można na niego liczyć. Instrukcja obsługi mojej skromnej osoby jest bardzo prosta. Jak już się wyśpię i naczytam, potrzebuję otwartej przestrzeni i odkrywania raz na jakiś czas czegoś nowego, inspirującego. Teraz bardzo mi tego brakuje.

Trwam już długo w jakimś bezsensownym wyścigu szczurów ponad moje siły, choruję i upadam, po prostu upadam. Chciałabym się zatrzymać ale chciałabym też przeżyć kolejny mmiesiąc godnie bez zbytniego zaciskania pasa. Z drugiej strony nie umiem znaleźć i zmienić pracy na lepiej płatną. Boję się, że nie dam rady. To chyba największą moja bolączka.

Wiem, że zaniedbałam dużo rzeczy. Zaniedbałam przede wszystkim siebie, swoje zdrowie, zainteresowania. Czasem, kiedy już brakuje mi sił to zastanawiam się jak to wszystko połączyć żeby naprawić. Tak, potrzebuję naprawy mojego życia i niby wszystko wiem ale przekucie myśli w działanie to czasem mur nie do przeskoczenia. 

Nie będę biadolić. Udaje mi się sporo rzeczy. Potrafię dążyć do celu ALE? To wciąż za mało. Muszę walczyć o więcej żeby było tak jak chcę. To chcenie często pakuje mnie w trapaty więc muszę to jakoś wypośrodkować. Jak na kogoś, kto całymi latami żył dla kogoś innego, w cieniu to i tak jest całkiem ok. 

Pozbyłam się już prawie całkiem poczucia winy. Myślę o sobie i staram się stać prosto. Zostałam samotnikiem ale to się zmienia i na mojej drodze pojawiają się naprawdę cudowni ludzie. Jestem z siebie cholernie dumna. Potrafię teraz doceniać tak małe rzeczy jak 15 minutowy spacer i cieszyć się tym. Wciąż nie umiem się bawić wśród ludzi i często się chowam ale czasem nie mam z tym problemu. Dla tego -czasem- warto próbować.

Ale jestem bardzo zmęczona. Dużo wpływu ma na to chemia, którą przyjmuję od kilku miesięcy. To są konsekwencje moich zaniedbań. Możliwe, że jeszcze kilka takich miesięcy przede mną.

Mimo wszystko mam jakieś przeczucie, że wszystko będzie dobrze i chcę w to wierzyć. Potykam się trochę jak małe dziecko, które dopiero uczy się chodzić. Ono się nie zniechęca przy każdym kolejnym upadku więc ja też nie będę.


A przekonałam się ostatnio, że jestem zupełnie sama i tylko na siebie mogę liczyć. Wszystko zależy od mojego wysiłku i zaangażowania. Powtarzam tylko, że dam sobie radę bo nie może być inaczej. Nie poddam się już więcej chociaż mam ochotę rzucić wszystko i uciekać. I tak mija dzień za dniem a ja zadziwiam samą siebie. 

Komentarze

  1. Bardzo mi przykro :( Ale niestety doskonale rozumiem, bo sama mam podobnie... Życzę Ci mnóstwo zdrowia i możliwości odpoczywania...

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz