Przymusowe zwolnienie obrotów

Zostałam uziemiona. Moja prawa ręka stwierdziła, że strajkuje. Tym sposobem zyskałam tydzień wolnego. Piszę teraz do Was znad kubka kawy, stękając, że boli i zastanawiając się co ja mam tak właściwie robić? 

Trochę mnie tu nie było. Musiałam zrobić sobie przerwę. 
Ostatnio pracowałam tak dużo, że popsuła mi się ręka. Nazywają to przeciążeniem, cieśnią nadgarstka. Do tego trzeba dodać tak zwany łokieć tenisisty i uziemienie gotowe. A podobno praca biurowa jest lekka i przyjemna. Jak to jest żyć z okropnie bolącą prawą ręką? Ciężko... Zwłaszcza, że jest tyle rzeczy do zrobienia. 

Siedzę w domu od poniedziałku i staram się ogarniać cały ten bałagan, który powstawał przez ostatnie półtora miesiąca. Robię to powoli, bardzo powoli i często lewą ręką. Dlaczego człowiek nie może być oburęczny? Byłoby prościej. 

Dzisiaj daje sobie luz. W końcu ręka miała odpoczywać a z ręka cała reszta mnie. Dzisiaj dobra kawa, dobre jedzonko i wszystko co dobre tylko dla mnie. Gdyby jeszcze ktoś chciał to wszystko dla mnie zrobić bo mam ogromnego lenia i nie chce mi się z niczym ruszyć. 

Od rana leje deszcz i nie ma mowy o żadnych spacerach. Jest po prostu ponuro i chyba mi się to udzieliło bo nie mam na nic ochoty. Często wpadam w takim stan kiedy w końcu już nic nie muszę. Na co dzień chodzę jak mechanizm zegarka szwajcarskiego. Napędzam się kawą i tabletkami z żeń-szeniem i jakoś to idzie dzień po dniu. Trochę już zapomniałam o tym, co to znaczy wyluzować się i zwolnić. Wciąż nie mogę tego zrobić. Nie można zwolnić tak całkowicie. To tylko chwile. Zazwyczaj wszystko mam zaplanowane dlatego teraz jest mi tak dziwnie. 

Trochę u mnie smutno. Nie mogę dogadać się z mamą. To trwa już tak długo i nie widzę szansy na poprawę. Kiedyś o tym napiszę ale to ciężki temat. Cały czas tonę w długach i latam po dentystach. Myślę teraz o jakiś pozytywnych rzeczach i ciężko mi jakąś znaleźć. To chyba nie jest mój dzień ale taki też trzeba przeżyć. Trzeba zrobić coś takiego żeby dzisiaj było fajnie. Ubrać się w dobre ciuchy, wyjść mimo tej paskudnej pogody i szukać czegoś dobrego. Czas ucieka. Chciałabym wyciągnąć M. do kawiarni ale to graniczy z cudem. Najbardziej prawdopodobny jest spacer w deszczu z dużym parasolem. Potrzebuję też fryzjera, natychmiast! To na pewno poprawi mi samopoczucie. 

Możliwe, że po prostu zostanę w łóżku i też nie będę miała żadnych wyrzutów sumienia. 

Kiedy człowiekowi coś dolega i jest ograniczony, zaczyna się zastanawiać się co dalej i czy na pewno zaraz będzie wszystko dobrze. Kiedy coś mu się psuje w organizmie zaczyna doceniać całą działającą resztę. Uczy się też dbać o siebie i zwracać uwagę na to co się z nim dzieje. Nie zawsze można sobie odpuszczać. 

Za kilka dni wrócę do pracy i pewnie będą następne nadgodziny. Tym bardziej doceniam czas, który teraz mam i to że mogę się wyspać, pobujać w obłokach, posprzątać albo siedzieć i oglądać filmy. Maści i opaska na rękę zostają ze mną pewnie na długi czas. 

Mimo wszystko jestem z siebie dumna i gdzieś jest to zadowolenie, że zrobiłam tyle nadgodzin, że chodzę twardo do dentysty a jest to bardzo nieprzyjemne i cały czas czegoś chcę. Idę do przodu i to jest najważniejsze. Mam nadzieję, że za jakiś czas powiem sobie, że było warto i moja sytuacja się poprawi. Robię małe kroczki, takie tip topki a z natury jestem niecierpliwa i czasem bardzo się wkurzam, że już nie jest łatwo i przyjemnie. Muszę się jeszcze zmusić do wizyty w urzędzie miejskim i u kilku innych lekarzy niż dentysta żeby móc spać spokojnie. 

Dobrze jest mieć chociaż wrażenie, że idzie się w dobrym kierunku. Może to kobieca intuicja, może tylko moje przeświadczenie ale myślę, że po prostu będzie dobrze. 








Komentarze