Jedyne takie wakacje

Pisałam ostatnio, że kiedy za oknem zimno, szaro i ponuro a do tego tylko leje, lubię powspominać wakacje, urlopy i dobre czasy. Mam taki czas, nawet sporo ale ostatnio myślę bardzo dużo o konkretnym miejscu. Spędziłam tam kilka lat temu tydzień urlopu i aż do tego roku nic nie mogło tego przebić.

Tydzień temu na pełnym spontanie pojechałam na Wyspę Sobieszewską. Wróciły wszystkie dobre wspomnienia związane z tym miejscem i postanowienie, że latem znowu chcę tam wrócić, odciąć się od świata i cieszyć się pustą plażą, lasem i błogą harmonią. 

Na Wyspę mam bardzo blisko. Mieszkam w Gdańsku. Mogę jechać tam komunikacją miejską. Wystarczy niecała godzina żeby uciec od zgiełku. Są tam miejsca ukryte przed turystami, zasięgiem operatorów sieci komórkowych, bez luksusów i niedrogo, czyli tak jak lubię najbardziej.

Kila lat temu spędziłam tam wakacje, chyba najlepsze albo jedne z najlepszych w moim życiu. Nigdy tak nie odpoczęłam i nie miałam tak dobrego czasu. Żeby odpocząć muszę uciekać od ludzi, w naturę, muszę mieć też kontakt z morzem. Gdyby nie ono chyba już dawno bym stąd wyjechała. 

Miałam szczęście trafić na cudowną pogodę, co teraz nie zdarza się zbyt często latem w Polsce. 
I miałam taki czas kiedy wszystko było po prostu magiczne. Może to dlatego, że byłam wtedy młodsza i problemy się nie piętrzyły. Było beztrosko i po prostu fajnie. Tak się rodzą dobre wspomnienia. 

Mogłam wędrować godzinami po lesie, po plaży, siedzieć nad morzem nawet na golasa jeśli chciałam. Rano chodziłam biegać bo wtedy jeszcze starałam się ruszać przy każdej okazji. Nocą widać było całe konstelacje gwiazd. Byłam szczęśliwa i nic więcej nie potrzebowałam. Centrum omijałam szerokim łukiem ale za to zapuszczałam się we wszelkie możliwe zakamarki Sobieszewa. Nie wydałam fortuny, nie jeździłam na obiadki i do żadnych knajp, żadnych dyskotek, pubów - sama natura. Naładowałam baterię, nabyłam sporo wspomnień, które teraz pozwalają mi przetrwać tę jesienną szarugę. 

Jeśli komuś potrzeba do szczęścia tylko słońca, piasku i zieleni to wie o czym teraz piszę. Czasem najprostsze rzeczy są najlepsze. Długo nie miałam takich wakacji. Chyba aż do tego roku, kiedy pojechałam do Wrocławia. 

Chciałabym wrócić latem do Sobieszewa. Czasem myślę o Barcelonie albo Grecji. Trochę to odległe dla mnie finansowo dlatego szukam prostszych rozwiązań. Gdyby tylko pogoda chciałaby być mniej kapryśna to było by idealnie. Tęsknie za ciepłem a nie tylko deszcz, deszcz i deszcz na zmianę z zimnem, burzami i innymi anomaliami.  Tęsknie za beztroską i dynamizmem. 

I pomyśleć, że wszystko to będę miała dopiero za rok. Nie idzie to w parze z moją cierpliwością ale przecież nie mam innego wyjścia. 

Jeszcze tylko człowieka takiego trzeba znaleźć, który chciałby się zaszyć ze mną w takiej głuszy i trochę podreptać a czasem nie robić zupełnie nic i niech będzie znowu tak kolorowo jak wtedy, jak na tym zdjęciu poniżej. 





Komentarze