Podróże małe i duże - Toruń


W ostatnią podróż tego lata wybrałam się z M. do Torunia. Dzisiaj mijają właśnie 4 lata odkąd pojechałam tam pierwszy raz. To była niezapomniana wycieczka :). 

Najprawdopodobniej to miasto kojarzy Wam się przede wszystkim z Rydzykiem a może nawet trochę z Mikołajem Kopernikiem i gwiazdami. Na pewno miejsce to słynie z przeróżnych pierniczków. 
Myślę, że jest rajem dla studentów i gdybym była młodsza to chciałabym tę moją filologię polską studiować właśnie tam.


Toruń różne nazwy ma. Niektórzy mówią, że to Piernikopolis albo Kraków Północy. Osobiście wolę tę drugą nazwę. Miasto zabudowane jest architekturą gotycką z urokliwymi zakamarkami. Jest to klimat idealny do spędzenia ciekawego weekendu przy każdej pogodzie. Wystarczy kupić mapę, sięgnąć wcześniej do przewodnika turystycznego i w drogę!

Dla mnie piernikowy gród jest to miejsce odpoczynku i relaksu, do którego przyjeżdżam zawsze z wielkim sentymentem. A jeżdżę tam od lat. Zawsze raz w roku jest to obowiązkowy punkt na mapie Polski do odwiedzenia.
Wszystkie miejsca polecane przez przewodniki mam już zwiedzone. Muzeum Piernika, Wieża Ratusza, Krzywa Wieża, Planetarium nie są mi obce. Jest też fajne małe zoo. Ale nie chodzi o to – raczej o klimat tych małych uliczek, że jeśli tam jeżdżę to nie muszę się śpieszyć w żaden sposób. Po prostu lubię siedzieć na bulwarze i patrzeć na wodę. Może to i nudne ale hipnotyzujące.

Żeby było śmieszniej to nie przepadam za piernikami w dużych ilościach ale za to w Toruniu zawsze można się dobrze najeść i napić.
Restauracji i pubów tam nie brakuje więc jeśli ma się nadmiar gotówki, można miło, przyjemnie i bez wysiłku spędzić czas. Bo tym razem nie chodziło o zwiedzanie i poznawanie czegoś nowego a czyste lenistwo. Zresztą pogoda nie rozpieszczała nas zbytnio i przez pół dnia padał deszcz.

W przerwach między spacerkami odwiedziłyśmy lokale z tanimi napitkami. Pomiędzy jednym a drugim shotem chroniłyśmy się przed deszczem pod wielkimi parasolami. Zimno i mokro więc się musiał człowiek rozgrzać trochę.
Jeśli ktoś uwielbia naleśniki a nie zna jeszcze restauracji Manekin to polecam. Można umrzeć z kulinarnej rozkoszy. Ja uwielbiam pierogi więc obowiązkowo odwiedzam Pierogarnię Stary Toruń. Zaledwie kilka kroków dalej znajduje się nasze nowe odkrycie – malutki lokalik z prawdziwymi zapiekankami o nazwie Długa Buła i to jest strzał w 10. Nie pamiętam kiedy ostatni raz jadłam tak pyszne zapiekanki. Będzie to moje kolejne stałe miejsce do odwiedzania przy kolejnych pobytach.



Toruń był ostatnim miejscem na mapie moich podróży w tym roku, przynajmniej tych zaplanowanych. Gdzieś w planach jest jeszcze wycieczka objazdowa po Kaszubach ale wszystko stoi pod znakiem zapytania przez notoryczny brak czasu. W przyszłym roku bardzo chciałabym odwiedzić Olsztyn, Kazimierz Dolny i jakieś górskie rejony, jeszcze nie wiem jakie ale przecież mam na to dużo czasu. Teraz wszystko jest w sferze marzeń.


Na chwilę obecną zamierzam siedzieć na dupie i oszczędzać pieniążki na następny sezon wyjazdowy. Poza tym zaniedbałam trochę Trójmiasto i to będzie teren moich spacerków na najbliższe miesiące a podobno wiele się tu dzieje w moim mieście macierzystym.

Komentarze