Przedjesienne rozmyślania


Od kilku dni jakoś mi jesienne. Coraz szybciej robi się ciemno i noce coraz zimniejsze. Powoli odchodzi moja ulubiona pora roku - wiosna/lato. Podobno bociany już odleciały. Szczerze, chciałabym się zabrać razem z nimi.

Nie brakuje deszczów i jakiś dziwnych burz bo chociaż je lubię to ostatnio są jakieś straszne... Pioruny walą w domy i pociągi, przynajmniej w Gdańsku. I to już nie burza. To po prostu jakaś anomalia.

Chciałabym zatrzymać lato jak najdłużej. Pójść jeszcze nad morze, zrobić ognisko, pospacerować po lesie - takie mam zwykłe marzenia :).

Działka też czeka na ciężką pracę. Chwasty do wyrwania, trawa do skoszenia. Słoneczniki do zebrania. Jest tego trochę tylko sił po chorobie brakuje. Kilka słoneczników ostatnio zabrałam do domu. Postawiłam na parapecie i cieszą oko.


To wszystko brzmi jakoś smutno. Zawsze staram się z tym walczyć ale nie zawsze wygrywam. Zwalmy winę za to na antybiotyk i tę całą chemię, którą ostatnio w siebie ładowałam a wciąż czuję się chora i raz lepiej a raz gorzej, próbuję dawać z siebie wszystko.

Zawsze jest mi smutno kiedy lato się kończy. Nic na to nie poradzę. Przez resztę roku nie funkcjonuję zbyt dobrze. Potrzebuję światła, ciepła i zieleni.

Takie oto luźne zapiski moich przemyśleń mam na dziś. Nie szkodzi, że nie jest to zbyt optymistyczne. Czasem muszę się po prostu wypisać i już jest mi lżej. Tym bardziej, że ostatnio zbierają się nade mną czarne chmury a ja chyba staram się ich nie widzieć. Piękne kolory i przedjesienne rozmyślania to jedno a drugie to wieczne problemy finansowe,których odgonić nie jestem w stanie od długiego czasu. Kiedyś napiszę o tym co mnie dręczy ale jeszcze nie teraz.

Teraz jest wieczór i kończę ten trudny dzień chwilą dla siebie. Codziennie staram się taką mieć. To oprócz szykowania zdrowego jedzenia do pracy i gotowania obiadków chwilą na przeczytanie kilku stron książki, długa gorąca kąpiel albo po prostu bujanie w obłokach. Ostatnia opcja wychodzi mi oczywiście najlepiej :).

Dzisiaj usłyszałam w pracy, że schudłam i choć ciężko mi w to uwierzyć to była najlepsza rzecz i najmilsza jaka mi się przytrafiła. Może jedzenie owsianek, styropianów i innych zdrowych pyszności nie idzie w las. Jeśli chodzi o jedzenie to trzymam się dobrze i wcale nie narzekam na głód czy osłabienie.

W każdym ciężkim dniu jest jakaś miła rzecz. W każdym działaniu w końcu pojawia się kryzys, który trzeba przezwyciężyć. Trzeba myśleć pozytywnie mimo wszystko. Przypominam sobie o tym na każdym kroku. 

Komentarze

  1. No taki to trochę sentymentalny czas bo bo symbolizuje jakąś taką utraconą beztroskę.

    OdpowiedzUsuń
  2. o tak zaczyna się nielubiana przeze mnie pora roku, myślenie jak tu dzieciom umilić czas w domu kiedy pada, odpowiadanie 100 razy na pytanie a dlaczego nie możemy wyjść na dwór itd.... już z utęsknieniem czekam na kolejną wiosnę

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz