Nie za bardzo wychodzi mi bycie slow i tym podobne


Nie wychodzi mi ani bycie slow ani dbanie o siebie. 

Cały czas zapominam, że potrzebuję odpoczynku, zdrowego jedzenia, snu i innych takich potrzebnych rzeczy. Wymyśliłam sobie, że po urlopie rzucę się w wir pracy i będę robić po 200% normy codziennie. Niedoleczona po ostatnim przeziębieniu, niewyspana, zestresowana, bo długi, zobowiązania, brak kontaktu z rodziną uwijałam się jak mała mróweczka.  

Wszystko trwało tylko kilka dni aż pewnej nocy obudził mnie tak potworny ból głowy i gorączka, że nie mogłam wytrzymać. Trafiłam do lekarza i teraz siedzę z antybiotykiem i workiem leków, starając się dojść do siebie. 

Ostatnie 2 dni zmusiły mnie do kilku przemyśleń:

  1. Nie ma co bohaterować - jeśli jest się przeziębionym dłużej niż 3 dni, trzeba iść do lekarza.
  2. Muszę walczyć o jak największą ilość snu, bo inaczej w ogóle przestaję funkcjonować.
  3. Powinnam częściej zwracać uwagę na to, co jem, bo jestem coraz grubsza i po prostu czuję się źle.
  4. Nie nadaję się do wyścigu szczurów.
  5. Powinnam zrobić codziennie listę rzeczy do zrobienia a potem połowę z niej wykreślić i przenieść na następny dzień. Za dużo rzeczy chcę zrobić jednocześnie i nie wychodzi z tego nic dobrego.
Od 3 dni jestem na diecie a raczej staram się zdrowo jeść i bardziej regularnie. Będę musiała  nauczyć się planować posiłki i robić listę zakupów. Muszę przy tam starać się żyć bardzo oszczędnie. Przekroczyłam magiczną granicę zbędnych kilogramów i stałam się po prostu kluską ;). Teraz czuję się lżej chociaż wieczorami bywam głodna i zła. M. na tym cierpi niestety. Najgorsze jest to, że myślę tylko o czekoladzie i o pizzy. Tych rzeczy będzie mi najbardziej brakować. 

Pewnie będę często wspominać o tym jak mi idzie zmiana nawyków żywieniowych. Może kogoś to zainspiruje. Ciekawe czy M. dołączy do mojego wyzwania. 
Chcę się mieścić w mniejsze ciuchy i nie męczyć tak bardzo i po prostu dobrze się czuć sama ze sobą. Kiedy skończę brać antybiotyk, zacznę też ćwiczyć. Kiedyś przecież biegałam i całkiem dobrze mi szło.

A teraz kolejna porcja leków i kładę się spać, bo mogę a sen podobno najbardziej pomaga regenerować organizm. Później z leków mogę układać puzzle ale powinnam zacząć gotować obiad ;).
Dziś w menu pyszne placki z cukinii z marchewką i sosem czosnkowym na bazie jogurtu naturalnego. Już nie mogę się doczekać! 

Ciężko jest wprowadzać zmiany. Nie sądziłam, że aż tak ciężko... Ale nie poddaje się. To i tak dobrze, że chociaż próbuję a nie zawsze wszystko musi być idealnie. IDEAŁY NIE ISTNIEJĄ i często muszę sobie to powtarzać. 
Myślę, że teraz najbardziej skupię się na diecie i ćwiczeniach. Znowu chciałam zmieniać wszystko za jednym zamachem a że w prawie każdej dziedzinie życia mam braki to do tej pory nie zmieniło się zbyt wiele.


Komentarze

  1. Najważniejsze to nauczyć się stawiać siebie na pierwszym miejscu. Slow life nie jest dla każdego, ja na przykład muszę ciągle coś robić i inaczej się męczę, ale przy takim trybie życie też trzeba pamiętać o sobie i to siebie stawiać na pierwszym miejscu. :) Mam też taką zasadę, że niedziela jest dla mnie totalnie slow i wtedy nigdy nic muszę. :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Współczuję choróbska! Zmiany najlepiej wprowadzać pojedynczo, bo wtedy łatwiej sobie z nimi poradzić ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. :) DObre przemyślenia! Teraz czas je wprowadzić w życie! Klaudia J

    OdpowiedzUsuń
  4. Ileż to już razy zaczynałam 😉 Jedyne co udało mi się wypracować to regularne jedzenie w tygodniu. Szykowanie pudełek do pracy, a potem zjadanie normalnego obiadu. Dzięki temu uregulował mi się poziom cholesterolu.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz