Luźne rozmyślania o urlopie, którego tak naprawdę nie ma



Zaczęłam dzisiaj długo wyczekiwany urlop i co? Siedzę sama w domu, bo wszyscy już gdzieś pojechali kiedy ja w weekend ciężko pracowałam i piorę, sprzątam, gotuję... Szlag mnie trafia! Teraz usiadłam, zrobiłam sobie drinka i myślę co by tu ze sobą zrobić? Pójść na spacer? Obejrzeć jakiś film? Dlaczego, kiedy człowiek już może pozwolić sobie na luz i nie ma żadnych obowiązków, nie potrafi się zorganizować? Mam ten problem, że samej jest mi ciężko zmusić się do czegokolwiek. 
Jestem totalnie rozbita. Pewnie dlatego, że wiem, że nie powinnam tu siedzieć teraz sama i ogarniać wszystkich śmieciowych spraw. Chyba jest mi po prostu samotnie i tyle. 

W czwartek rozbijam namiot na Mazurach i tam ma być mój czas odpoczynku i relaksu, bo odpoczywać trzeba poza domem, gdzie nie widać wszystkich niedoskonałości. 
W domu idzie się do łazienki umyć zęby i wychodzi się po 2 godzinach po wyszlifowaniu wszystkiego... Miałam z tym walczyć ale ostatnie tygodnie były tak szalenie pracowite, że prawie niczego nie tknęłam. 
Oczywiście nie mam co liczyć w tych sprawach na moją drugą połówkę. A gdzie ona teraz jest? W domku na Kaszubach...

Byle bym doczekała do tego czwartku, bo tak naprawdę to wcale nie czuję tego urlopu i nie jest fajnie. Czuję, że marnuję czas. Więc teraz powinnam skorzystać z dobrych rad i powiedzieć sobie coś w stylu "szczęście jest w tobie" i pewnie tak zrobię a przynajmniej się staram. Po prostu nie lubię takich chwil kiedy czuję, że wszystko jest nie tak jak powinno być, nie na swoim miejscu. 
Przynajmniej patrzę teraz na świat przez czyste okna a wszędzie czuć zapach świeżości i czystego prania. Tak, szukam plusów... 

Chyba przeżywam jakiś szok z nadmiaru wolnego czasu. 
No nic, idę odpoczywać bo taki był plan od początku. Powinno się uczyć odpoczynku w szkołach. 



Komentarze

  1. Znam ten stan. jak nikogo nie ma w domu, tzn. faceta i dziecka nagle nie wiem co ze sobą zrobić :) A przecież tak czekałam na spokój i czas tylko dla siebie. po czym czuję się nawet dziwnie. Nie obwiniam się już jednak i robię to co czuję, nawet jeśli to jest wielkie NIC. Nie narzucam sobie żadnych zadań, zaległości, odpuszczam sobie wszystko. I dopiero jak naprawdę akceptuję te moje byty niebyty pojawia się dodatkowa energia i np. idę biegać. Dlatego dobrze jest przestać tyle rozmyślać i się katować. Jest jak jest, czego się nie zrobi to zrobi się kiedy indziej, a może to wcale nie jest nam takie potrzebne? Pozdrawiam ciepło i zapraszam w wolnych chwilach poczytać dylematy herbaty haha :) :*

    OdpowiedzUsuń
  2. Dobrze, że mam chociaż psa ;) Faktycznie, może za dużo się katuję zbędnym rozmyślaniem. Na szczęście odpuściłami i mam zamiar spędzić miło wieczór. Jutro też jest dzień. Teraz z miętową herbatką tuptam zobaczyć co tam słychać u Ciebie :).

    OdpowiedzUsuń

Publikowanie komentarza